Hegemonia USA w Ameryce Łacińskiej. Co oznacza powrót do brutalnej siły?

2026-01-09 11:52

Polityka siły powraca w relacjach USA z Ameryką Łacińską. Administracja Donalda Trumpa, z Wenezuelą jako przykładem, wyraźnie sygnalizuje, że era partnerskiej dyplomacji dobiegła końca. Waszyngton stawia na presję, groźby i sankcje, aby realizować swoje interesy, często kosztem demokracji i praw człowieka, co budzi obawy w całym regionie przed odrodzeniem hegemonii. Bartłomiej Znojek z PISM wyjaśnia mechanizmy tej strategii.

Czarny, metalowy klucz w stylu retro unosi się na pierwszym planie, z jego cieniem rzucanym na rozmyte tło. Klucz ma gładki, cylindryczny trzpień i ozdobny, owalny uchwyt z wyciętym w nim owalnym otworem. Dolna część klucza posiada trzy prostokątne zęby. Tło przedstawia faliste, zielono-żółte wzgórza pod jasnym niebem, gdzie na horyzoncie widoczne jest słońce, a w dolinie po prawej stronie majaczy skupisko budynków w kolorze terakoty.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Czarny, metalowy klucz w stylu retro unosi się na pierwszym planie, z jego cieniem rzucanym na rozmyte tło. Klucz ma gładki, cylindryczny trzpień i ozdobny, owalny uchwyt z wyciętym w nim owalnym otworem. Dolna część klucza posiada trzy prostokątne zęby. Tło przedstawia faliste, zielono-żółte wzgórza pod jasnym niebem, gdzie na horyzoncie widoczne jest słońce, a w dolinie po prawej stronie majaczy skupisko budynków w kolorze terakoty.

USA wracają do polityki siły

Stany Zjednoczone, pod sterami Donalda Trumpa, wyraźnie sygnalizują powrót do koncepcji Ameryki Łacińskiej jako wyłącznej strefy swoich wpływów, co niepokojąco przypomina ciemne karty historii. Już przed zaprzysiężeniem, poprzez deklaracje o odzyskaniu Kanału Panamskiego, Trump dał jasno do zrozumienia, że jego administracja nie zamierza stosować dotychczasowego, partnerskiego podejścia. Jest to rewizjonizm, który stawia pod znakiem zapytania suwerenność wielu państw regionu i ich prawo do samostanowienia bez zewnętrznych ingerencji.

Era dyplomacji i wzajemnego szacunku zdaje się dobiegać końca, ustępując miejsca twardej ręce Waszyngtonu. W regionie Ameryki Łacińskiej szybko narasta poczucie, że USA będzie używać presji i szantażu, aby osiągnąć swoje cele, niezależnie od kosztów społecznych czy politycznych. Obawy przed powrotem do najmroczniejszych kart amerykańskiego imperializmu stają się coraz bardziej realne, zwłaszcza wśród liderów o lewicowych poglądach.

"Oznaki tego, że administracja Donalda Trumpa zamierza traktować półkulę zachodnią jako swoją wyłączną strefę wpływów, były czytelne jeszcze przed zaprzysiężeniem, kiedy zapowiedział on zamiar odzyskania Kanału Panamskiego."

Wenezuela poligonem brutalnej polityki

Wenezuela stała się laboratoryjnym przykładem nowej, brutalnej polityki USA w Ameryce Łacińskiej, gdzie interwencjonizm zastępuje dialog. Nagromadzenie sił zbrojnych na Karaibach, eskalacja presji na reżim, a wreszcie zbrojne pojmanie Nicolása Maduro, to wyraźne dowody na gotowość administracji Trumpa do sięgania po ekstremalne środki. Działania te są demonstracją siły i zapowiedzią, że dla Waszyngtonu liczy się tylko bezwzględna dominacja w regionie.

Poprzez te drastyczne kroki Amerykanie wysyłają czytelny sygnał do reszty świata: „zachodnia półkula jest nasza”, a Waszyngton zrobi wszystko, aby odzyskać nad nią pełną kontrolę. Celem jest nie tylko podporządkowanie sobie regionu, ale także aktywne wypieranie konkurentów gospodarczych i politycznych, takich jak Chiny, Rosja czy Iran, którzy wykorzystali wcześniejsze lata mniejszego zaangażowania USA. Napięcia dotykają również Unii Europejskiej, która również stara się budować partnerskie relacje z państwami Ameryki Łacińskiej.

"W tekście, który napisałem na początku zeszłego roku, użyłem terminu „brutalizacja polityki” Stanów Zjednoczonych wobec Ameryki Łacińskiej."

"Wydarzenia w Caracas są jak dotąd najdrastyczniejszą realizacją tego paradygmatu."

"Amerykanie wysyłają sygnał do całego świata: „zachodnia półkula jest nasza” i „zrobimy wszystko, żeby odzyskać nad nią kontrolę”."

Kuba i Nikaragua na amerykańskim celowniku?

Po interwencji w Wenezueli, oczy świata zwróciły się na Kubę i Nikaraguę, jako potencjalne kolejne cele amerykańskiego interwencjonizmu. Kubański reżim, od lat uzależniony od dostaw wenezuelskiej ropy, może znaleźć się w poważnych tarapatach, jeśli amerykańskie działania doprowadzą do odcięcia tych zasobów. Mimo że Meksyk stał się nowym, głównym dostawcą, stabilność wyspy, już osłabiona przez kryzysy energetyczne, wciąż wisi na włosku.

Sytuacja w Nikaragui, rządzonej przez autorytarne małżeństwo Ortegi i Murillo, jest równie niepewna. Państwo to ma strategiczne znaczenie dla USA w kontekście blokowania nieuregulowanej migracji, co może skłonić administrację Trumpa do wymuszenia współpracy w zamian za dalsze funkcjonowanie reżimu. Warto jednak pamiętać, że interwencja w Caracas miała również ważny wymiar symboliczny i osobisty dla Trumpa, który podczas pierwszej prezydentury nie zdołał obalić Maduro. Pojmanie wenezuelskiego przywódcy to osobiste porachunki prezydenta USA.

Prawicowa fala sprzyja Trumpowi

Obecna dynamika polityczna w regionie Ameryki Łacińskiej wyjątkowo sprzyja administracji Trumpa, torując drogę dla polityków konserwatywnych. Javier Milei w Argentynie i Nayib Bukele w Salwadorze to sojusznicy, którzy nie tylko definiują się jako ideowi bracia Trumpa, ale również zyskują realne wsparcie USA w utrzymaniu władzy. To swoista konstelacja proamerykańskich liderów, którzy chętnie podążają za wyznaczanym przez Waszyngton kursem.

Przykład Mileia, który dzięki finansowemu i politycznemu wsparciu prezydenta USA zdołał odbić się w sondażach i odnieść sukces w wyborach parlamentarnych, pokazuje skuteczność tej strategii. Bukele natomiast stał się dla Trumpa modelowym partnerem, dostarczając „twardych dowodów” na skuteczność metod walki z przestępczością zorganizowaną i ścisłej współpracy w odstraszaniu nieuregulowanej migracji. Wpływy Waszyngtonu są jednak znacznie bardziej złożone i wiążą się z wyraźnym prymatem interesów nad wartościami.

"Amerykanie nie bawili się w kurtuazję – groźba sankcji ekonomicznych i anulowania wiz dla kolumbijskich elit wystarczyła, by osiągnąć swój cel."

Konserwatywny zwrot w Ameryce Łacińskiej

Decyzje administracji Trumpa w Ameryce Łacińskiej jasno pokazują, że ideologiczna bliskość i użyteczność dla USA są ważniejsze niż przestrzeganie prawa czy standardów demokratycznych. Najlepszym dowodem jest grudniowe wsparcie dla konserwatywnego kandydata Nasry’ego Asfury w Hondurasie, gdzie USA posunęły się do uwolnienia byłego prezydenta Juana Orlando Hernándeza, skazanego za przemyt narkotyków. Taki precedens, w obliczu ścigania Maduro za podobne przestępstwa, budzi głębokie pytania o spójność amerykańskiej polityki.

Fala prawicy, która przejęła władzę w Boliwii, czy zbliżające się objęcie urzędu przez radykalnego konserwatystę José Antonio Kasta w Chile, umacnia pozycję Trumpa. Spodziewane jest również jego jawne wsparcie dla sojuszniczych kandydatów w kluczowych wyborach w Kolumbii i Brazylii, gdzie już wcześniej doszło do ingerencji w obronie Jaira Bolsonaro. Administracja USA nałożyła nawet sankcje na sędziów i karne cła, dowodząc, że nie cofnie się przed niczym, aby realizować swoje interesy.

"To pokazuje, że w nowej polityce USA liczy się przede wszystkim to, czy dany partner jest ideologicznie bliski lub przydatny USA, a nie czy działa zgodnie z prawem."

Dlaczego Trump rozmawia z reżimem Wenezueli?

Decyzja Donalda Trumpa o dialogu z wenezuelskim reżimem, zamiast wspierania demokratycznej opozycji z Marią Coriną Machado na czele, jest wielowymiarowa i budzi wiele spekulacji. Mimo jej gigantycznego poparcia społecznego, Machado nie kontroluje ani armii, ani aparatu przymusu, co czyni ją, w oczach administracji Trumpa, mniej skutecznym partnerem. Jest to pragmatyzm osadzony w realizmie politycznym, który przedkłada stabilizację nad idealistyczne wizje.

Fundament tej decyzji leży w przekonaniu, że dialog z osłabionymi, niedemokratycznymi władzami Wenezueli, przypartymi do ściany, pozwoli USA zmaksymalizować korzyści biznesowe, zwłaszcza w sektorze naftowym. Delcy Rodríguez i jej brat Jorge, przewodniczący parlamentu, są postrzegani jako rzeczowi partnerzy, gotowi do negocjacji twardych koncesji. Reżim jest gotowy na ustępstwa, aby uchronić swoich członków przed losem Maduro i odpowiedzialnością karną.

"Nie jestem ekspertem od Iraku, więc trudno mi to porównywać."

Wenezuelska codzienność po interwencji

Podczas gdy elity polityczne prowadzą swoje gry, zwykli Wenezuelczycy żyją w uścisku głodu i represji, co drastycznie uwidacznia brutalność reżimu. Kiedy Trump obejmował prezydenturę, minimalna pensja w sektorze publicznym, niegdyś równa 4 dolarom, stopniała do zaledwie jednego dolara, uniemożliwiając godne życie. System reglamentacji pomocy i kontrola poprzez głód to codzienna rzeczywistość, która wstrząsa.

Mimo tej wszechobecnej nędzy, reżim wciąż dysponuje sporą bazą poparcia, zakorzenioną w pamięci o czasach Hugo Cháveza i jego obietnicach poprawy losu. Trwałość reżimu, zwłaszcza po sfałszowanych wyborach 2024 roku i faktycznej przegranej Maduro, opiera się głównie na strachu i sile militarnej. Tego pilnują dwie kluczowe postacie: Diosdado Cabello, minister spraw wewnętrznych i szef służb, oraz Vladimir Padrino, minister obrony.

Jaka przyszłość czeka Wenezuelę?

Interwencja Amerykanów, zamiast złagodzenia, przyniosła wzmożenie represji w Wenezueli. Reżim desperacko stara się pokazać, że zmiana na szczycie nie oznacza jego słabości, co skutkuje przetrzymywaniem ponad 900 więźniów politycznych, w tym obywateli USA. Administracja Trumpa deklaruje dążenie do przywrócenia demokracji, lecz brak konkretnego planu i pośpiechu budzi wątpliwości co do jej rzeczywistych intencji.

Twarde warunki postawione Delcy Rodríguez – jak pozbycie się agentów z Rosji, Chin i Iranu oraz przekazanie USA kontroli nad sprzedażą wenezuelskiej ropy – wskazują na dążenie do „zdalnego sterowania” państwem, bez kosztów fizycznej okupacji. Jednakże, osłabiona wiarygodność lokalnej armii stawia pod znakiem zapytania skuteczność tego eksperymentu. Waszyngton stawia interesy narodowe ponad los więźniów politycznych i likwidację aparatu represji, powracając do brutalnego porządku, dobrze znanego z przeszłości regionu.

"To brutalny porządek, dobrze znany z przeszłości relacji USA z Ameryką Łacińską, gdzie interesy tego państwa znaczą więcej niż np. los więźniów politycznych."

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.