Pożoga w sercu Azji
Świat z zapartym tchem śledzi dramatyczne wydarzenia, które rozgrywają się w Hongkongu. Potężny pożar, który wybuchł w środę, 26 listopada, około godziny 14:50 czasu lokalnego, objął kompleks ośmiu wieżowców mieszkalnych Wang Fuk w Tai Po. To istny horror, który pochłonął już co najmniej 55 ofiar śmiertelnych, a 280 osób wciąż pozostaje zaginionych, co stawia tę katastrofę w rzędzie najtragiczniejszych w regionie.
Przyczyną tak gwałtownego rozprzestrzeniania się ognia okazały się być bambusowe rusztowania, które oplatały remontowane budynki. Chociaż w Hongkongu są one powszechne, ich palność w obliczu tak gigantycznego pożaru stała się fatalna w skutkach. Fakt, że w kompleksie znajdowało się 2000 mieszkań zamieszkałych przez około 4600 osób, tylko potęguje skalę dramatu, który wciąż się rozgrywa.
"Rusztowania bambusowe są powszechnym widokiem w Hongkongu podczas budowy i renowacji budynków, chociaż rząd zapowiedział w tym roku, że zacznie wycofywać je z projektów publicznych ze względu na względy bezpieczeństwa" - podaje "Guardian".
Dlaczego ogień trawi wieżowce?
Mimo upływu niemal doby od momentu pojawienia się pierwszych płomieni, pożar wieżowców w Hongkongu wciąż nie został całkowicie ugaszony, co świadczy o jego niezwykłej intensywności. Strażacy od środy walczą z żywiołem, a dramatyczna akcja ratunkowa napotyka na olbrzymie trudności. Intensywne gorąco i gęsty dym uniemożliwiają dotarcie do wszystkich uwięzionych mieszkańców, co nieuchronnie prowadzi do wzrostu bilansu ofiar.
Z każdą godziną spływają nowe, tragiczne informacje – oprócz 55 ofiar śmiertelnych, 72 osoby są ciężko ranne, a 45 znajduje się w stanie krytycznym. Ta sytuacja budzi poważne pytania o standardy bezpieczeństwa i procedury ewakuacyjne w tak gęsto zabudowanej metropolii. Mieszkańcy, którzy stracili wszystko, zadają pytanie o przyszłość: "Co nam zostało?", co doskonale oddaje beznadzieję, która ogarnia poszkodowanych.
"Prawie cały dzień po wybuchu pożaru strażacy mieli problem z dotarciem do mieszkańców, którzy mogli zostać uwięzieni na górnych piętrach kompleksu mieszkaniowego Wang Fuk Court z powodu intensywnego gorąca i gęstego dymu" - czytamy.
"Kupiliśmy tu mieszkanie ponad 20 lat temu. Wszystkie nasze rzeczy znajdowały się w tym budynku, a teraz, kiedy wszystko spłonęło, co nam zostało?" – powiedział agencji Reutera 51-letni mieszkaniec.
Aresztowania po pożarze w Hongkongu
Skutki tego gigantycznego pożaru są tragiczne, ale równie ważne jest ustalenie odpowiedzialnych za tę katastrofę. Policja w Hongkongu szybko podjęła działania, aresztując trzech mężczyzn związanych z firmą budowlaną odpowiedzialną za remont. To dwaj dyrektorzy oraz inżynier-konsultant, którzy zostali oskarżeni o rażące zaniedbania, co, jak się przypuszcza, doprowadziło do niekontrolowanego rozprzestrzenienia się ognia.
Ta szybka reakcja władz może być sygnałem, że Hongkong nie zamierza tolerować lekceważenia zasad bezpieczeństwa, szczególnie w kontekście infrastruktury, gdzie życie tysięcy ludzi jest zagrożone. Aresztowania podkreślają wagę przestrzegania przepisów budowlanych i konieczność ciągłej kontroli, zwłaszcza w przypadku wykorzystywania tak łatwopalnych materiałów jak bambusowe rusztowania.
"Mamy podstawy sądzić, że osoby odpowiedzialne za pożar w firmie dopuściły się rażącego zaniedbania, co doprowadziło do tego wypadku i spowodowało niekontrolowane rozprzestrzenianie się pożaru, skutkując licznymi ofiarami" - przekazała Eileen Chung, nadinspektor policji w Hongkongu.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.