Spis treści
Stan wojenny na Bliskim Wschodzie?
Słowa padające z ust prezydenta Iranu Masuda Pezeszkiana rzadko są jedynie retoryczną zasłoną dymną. Kiedy przywódca kraju o tak skomplikowanej historii i geopolitycznym położeniu ogłasza, że jego naród jest w „stanie wojny” z Ameryką, Izraelem i Europą, należy potraktować to jako poważny sygnał. Ta deklaracja nie jest przypadkowa i ma swoje głębokie korzenie w ostatnich wydarzeniach oraz długotrwałej polityce sankcji. To ostrzeżenie skierowane do globalnej społeczności, które może zwiastować kolejną fazę napięć w i tak już niestabilnym regionie.
Pezeszkian nie przebierał w słowach, jasno precyzując, że "Nie chcą, żeby nasz kraj stanął na nogi", co wskazuje na poczucie oblężenia i frustracji irańskich władz. Taka narracja jest typowa dla Teheranu, który od lat oskarża Zachód o próby destabilizacji i powstrzymywania jego rozwoju, zwłaszcza w kontekście programu nuklearnego. W jego mniemaniu, Stany Zjednoczone, Izrael i kraje europejskie prowadzą „pełnowymiarową wojnę”, choć nie zawsze przy użyciu konwencjonalnych środków militarnych.
„Moim zdaniem jesteśmy w stanie wojny z Ameryką, Izraelem i Europą. Nie chcą, żeby nasz kraj stanął na nogi” – powiedział prezydent Iranu cytowany m.in. przez Al Jazeerę.
Czy Iran czuje się oblężony?
Perspektywa Teheranu, wyrażona przez Pezeszkiana, maluje obraz kraju pod ciągłą presją, gdzie działania mocarstw zachodnich są postrzegane jako skoordynowany atak. Prezydent otwarcie stwierdził, że obecna sytuacja jest „gorsza niż wojna Iraku z nami”, co jest odniesieniem do krwawego i długotrwałego konfliktu iracko-irańskiego z lat 80. ubiegłego wieku. Użycie tak drastycznego porównania podkreśla, jak poważnie irańskie władze oceniają obecne zagrożenie i złożoność wyzwań, przed którymi stoją. Sugeruje to, że konfrontacja ma charakter wielowymiarowy, obejmując nie tylko sferę militarną, ale również gospodarczą i polityczną.
Co ciekawe, Pezeszkian włączył do „osi zła” również Europę, co nie jest przypadkowe. Od lat to właśnie kraje europejskie, choć często starające się zachować pewną niezależność od polityki USA, uczestniczą w nakładaniu na Iran sankcji gospodarczych. Ich zazwyczaj „pobłażliwa postawa” wobec Izraela, jak to określił autor źródłowy, również przyczynia się do irańskiego poczucia niesprawiedliwości i izolacji na arenie międzynarodowej. To kompleksowy pakiet działań, który, zdaniem Teheranu, ma na celu osłabienie państwa i uniemożliwienie mu osiągnięcia pełnej suwerenności.
„Ta wojna jest gorsza niż wojna Iraku z nami. Jeśli dobrze to zrozumieć, ta wojna jest o wiele bardziej złożona i trudna niż tamta wojna” – dodał.
Dlaczego Europa jest na liście wrogów Iranu?
W kontekście irańskich oskarżeń o "pełnowymiarową wojnę", rola Europy staje się kluczowa dla zrozumienia perspektywy Teheranu. Chociaż Stary Kontynent często stara się grać rolę mediatora, jego udział w globalnym systemie sankcji oraz postawa wobec izraelskiej polityki bezpieczeństwa są dla Iranu niewybaczalne. Działania te, postrzegane jako forma ekonomicznej presji, są dla irańskiego reżimu równie dotkliwe jak bezpośrednie ataki militarne i podważają wszelkie próby dialogu. To właśnie spójność polityki międzynarodowej wobec Iranu, w tym europejskie zaangażowanie, kształtuje obecne, alarmujące stanowisko prezydenta Pezeszkiana.
Napięcie podgrzewają również niedawne wydarzenia militarne, które pół roku temu wstrząsnęły regionem. 13 czerwca w ramach operacji „Powstający Lew” Izrael przeprowadził zmasowany atak na Iran, co Teheran natychmiast określił mianem „deklaracji wojny”. Uderzenia rakietowe, które dotknęły wiele miejsc w kraju i doprowadziły do śmierci czołowych generałów oraz naukowców, były oficjalnie uzasadniane prewencją przed irańskim programem nuklearnym. Premier Benjamin Netanjahu argumentował, że ataki miały na celu uniemożliwienie Iranowi zdobycia broni atomowej, rzekomo zagrażającej istnieniu Izraela.
Czy Iran naprawdę dąży do broni nuklearnej?
Argumenty Izraela dotyczące irańskiego programu nuklearnego, choć głośno artykułowane, napotykają na pewne kontrowersje. W czerwcu CNN, powołując się na źródła zaznajomione z ocenami amerykańskiego wywiadu, podał informacje, które stawiają pod znakiem zapytania narrację Tel Awiwu. Według tych doniesień, Iran nie tylko nie dążył aktywnie do posiadania broni jądrowej, ale brakowało mu nawet trzech lat, aby wyprodukować ją i dostarczyć do wybranego celu. Ta rozbieżność w ocenach wywiadowczych dodaje pikanterii całej sytuacji, sugerując, że motywy ataków mogły być bardziej złożone niż oficjalnie podawano.
Niemniej jednak, Waszyngton w pełni popiera Izrael, również militarnie, co potwierdziły kolejne wydarzenia. W nocy z 21 na 22 czerwca, zaledwie kilka dni po izraelskim ataku, to Stany Zjednoczone zbombardowały trzy irańskie obiekty nuklearne, w tym ten strategicznie ważny w Fordo. Taka koordynacja działań między sojusznikami Zachodu tylko umacnia irańskie przekonanie o prowadzonej przeciwko nim „pełnowymiarowej wojnie” i zacieśnia spiralę wzajemnych oskarżeń oraz działań odwetowych. Prezydent Pezeszkian zapowiedział już, że Iran nie zamierza się poddać i w razie kolejnego militarnego starcia „odpowie mocniej, niż poprzednio”.
"Jednak oceny amerykańskiego wywiadu doprowadziły do odmiennych wniosków – Iran nie tylko nie dążył aktywnie do posiadania broni jądrowej, ale także brakowało mu nawet trzech lat, aby wyprodukować ją i dostarczyć do wybranego przez siebie celu, zgodnie ze słowami czterech osób zaznajomionych z oceną" - podawał w czerwcu CNN.
Czy świat jest gotowy na irańską odpowiedź?
Prezydent Iranu w swoich ostatnich wypowiedziach nie pozostawił złudzeń co do gotowości swojego kraju do obrony. „Nasze drogie siły zbrojne wykonują swoje zadania z dużą siłą i teraz, jeśli chodzi o sprzęt i siłę roboczą, pomimo wszystkich problemów, jakie mamy, są silniejsze niż wtedy, gdy zaatakowały” – podkreślił Pezeszkian. Sugeruje to, że Teheran nie tylko nie czuje się osłabiony po poprzednich atakach, ale wręcz wzmocniony i przygotowany na każdą ewentualność, co stanowi wyraźne ostrzeżenie dla Zachodu. Ta retoryka ma na celu zarówno wewnętrzne zjednoczenie, jak i wysłanie jasnego sygnału na zewnątrz.
„Więc jeśli zechcą zaatakować, naturalnie spotkają się z bardziej zdecydowaną odpowiedzią” - zapewnił prezydent. Te słowa mogą być interpretowane jako bezpośrednia groźba eskalacji, która wykracza poza dotychczasowe ramy konfliktu i może prowadzić do nieprzewidywalnych konsekwencji dla stabilności globalnej. W obliczu tak mocnych deklaracji, świat musi z uwagą obserwować rozwój sytuacji, ponieważ wzajemne prowokacje i rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie mogą szybko przerodzić się w otwarty, regionalny konflikt o znacznie szerszym zasięgu.
„Nasze drogie siły zbrojne wykonują swoje zadania z dużą siłą i teraz, jeśli chodzi o sprzęt i siłę roboczą, pomimo wszystkich problemów, jakie mamy, są silniejsze niż wtedy, gdy zaatakowały” – powiedział Pezeszkian.
„Więc jeśli zechcą zaatakować, naturalnie spotkają się z bardziej zdecydowaną odpowiedzią” - zapewnił prezydent.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.