Prywatny odrzutowiec kontra śnieżna nawałnica
Scenariusz godny hollywoodzkiego thrillera rozegrał się na międzynarodowym lotnisku w Bangor, w stanie Maine. W niedzielę wieczorem czasu lokalnego, prywatny odrzutowiec Bombardier Challenger 600, z sześcioma pasażerami i dwoma członkami załogi na pokładzie, runął na ziemię tuż po starcie. Maszyna, która chwilę wcześniej przyleciała z odległego Houston w Teksasie, miała kontynuować podróż w warunkach, które wielu nazwałoby skrajnie niebezpiecznymi. Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) szybko potwierdziła fatalne zdarzenie, rozpoczynając śledztwo, które z pewnością zajmie miesiące.
Choć oficjalnych informacji o losie ośmiu osób znajdujących się na pokładzie wciąż brakuje, doniesienia Reutersa malują ponury obraz. Tuż po wypadku samolot stanął w ogniu, co niestety sugeruje najgorsze z możliwych zakończeń tej dramatycznej historii. Media społecznościowe szybko obiegły zdjęcia i filmy z miejsca zdarzenia, dodając kolejne, makabryczne szczegóły do i tak już tragicznej relacji. Wstępne ustalenia wskazują, że katastrofa lotnicza miała miejsce około godziny 19:45 czasu wschodniego, podczas feralnej próby startu. Lotnisko w Bangor, z wiadomych przyczyn, zostało natychmiast zamknięte, a cały ruch lotniczy wstrzymano na wiele godzin.
Ameryka walczy z zimowym paraliżem
Ta lokalna tragedia w Maine wpisuje się w znacznie szerszy, ogólnokrajowy kontekst bezwzględnego ataku zimy. Przez niemal połowę Stanów Zjednoczonych przetacza się fala siarczystych mrozów i intensywnych opadów śniegu, która skutecznie sparaliżowała codzienne życie milionów Amerykanów. Służby bezpieczeństwa, w tym federalne, apelują o unikanie wszelkich podróży, co w obliczu rosnącej liczby incydentów wydaje się być jedynym rozsądnym posunięciem. Nieprzejezdne drogi, masowe odwołania lotów i zamknięte szkoły stały się smutną normą w wielu stanach.
Skutki pogodowego armagedonu są już widoczne w liczbach, które budzą grozę. W całym kraju naliczono już dziesięć ofiar śmiertelnych, z czego aż sześć w samym Nowym Jorku, co pokazuje skalę zagrożenia. Do tego dochodzą setki kolizji i wypadków drogowych, które dodatkowo obciążają służby ratunkowe i infrastrukturę. Około miliona ludzi zostało pozbawionych prądu, a w 23 stanach ogłoszono stan wyjątkowy, co jest świadectwem powagi sytuacji. Region Tristate, obejmujący Nowy Jork, New Jersey i Connecticut, mierzy się z szczególnie trudnymi warunkami, przypominającymi o tym, jak kapryśna potrafi być natura.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.