Spis treści
Prorocze słowa Filipa?
Książę Harry, gdy w 2016 roku poznał Meghan Markle, dał się ponieść uczuciom, a sprawy potoczyły się w iście hollywoodzkim tempie. Oświadczyny po zaledwie 15 miesiącach i ślub niespełna dwa lata po pierwszej randce z pewnością wzbudziły zdziwienie w konserwatywnych kręgach brytyjskiej monarchii. Wbrew pozorom, atmosfera w Pałacu nie była sielankowa, a nieufność wobec amerykańskiej aktorki narastała od samego początku, co dziś ujawnia szereg publikacji.
Królewski biograf Andrew Lownie w swojej nowej książce „Entitled” rzuca światło na ukryte napięcia i przedstawia nieznane dotąd detale. Okazuje się, że książę Filip, nestor rodziny królewskiej, już w 2018 roku miał wyrazić swoje poważne obawy co do wyboru życiowej partnerki wnuka. Jego ostrzeżenie, choć wówczas być może zlekceważone, dziś, w obliczu „Megxitu” i późniejszych wydarzeń, brzmi niczym zapowiedź nadchodzących kłopotów.
"Z aktorkami można się pokazywać. Ale nie powinno się z nimi żenić"
Czego Harry nie posłuchał?
Te dwa pozornie proste zdania, wypowiedziane przez księcia Filipa, były więcej niż tylko luźną uwagą; stanowiły one kwintesencję dworskiej pragmatyki i ostrzeżenie przed niebezpieczeństwami wiążącymi się z królewskim życiem publicznego. W słowach Filipa kryła się wielowiekowa mądrość rodu, przypominająca o trudnościach związanych z adaptacją „outsiderów” do sztywnych reguł monarchii. Harry jednak, oślepiony miłością, nie posłuchał rady dziadka.
Komentarz księcia Filipa nie był odosobniony. Plotki o niechęci rodziny królewskiej do Meghan krążyły od dawna, a sam Harry w swojej autobiografii „Spare” opisał nawet kłótnię o Markle, która miała doprowadzić do rękoczynów między nim a bratem, księciem Williamem. Te dramatyczne wydarzenia jedynie potwierdzają skalę wewnętrznych podziałów i napięć, które narastały wokół księżnej Sussex.
„Dzięki Bogu, to już koniec”
Koniec ceremonii. Czy koniec złudzeń?
Drugie, równie wymowne zdanie, przypisywane księciu Filipowi przez Granta Harrolda, byłego kamerdynera królewskiego, padło już po zakończeniu pamiętnej uroczystości ślubnej. „Dzięki Bogu, to już koniec” – miał westchnąć mąż królowej Elżbiety, co doskonale oddaje nastrój ulgi, a być może i rezygnacji, towarzyszący mu po całym wydarzeniu. To zdanie, zapamiętane przez otoczenie, stało się cichym świadectwem jego stosunku do małżeństwa wnuka.
Książę Filip zmarł w kwietniu 2021 roku, kiedy Meghan Markle i jej mąż żyli już od dawna za oceanem, otwarcie wojując w mediach z pałacem. Rok później odeszła królowa Elżbieta II, pozostawiając pustkę i mnóstwo nierozwiązanych kwestii. Dziś Harry i Meghan wciąż mieszkają w Stanach Zjednoczonych, a ich przyszłość w strukturach królewskich pozostaje niepewna i pełna spekulacji.
Tytuły na szali?
Aktualna sytuacja księcia Harry'ego i Meghan Markle, z ich amerykańską rezydencją i napiętymi relacjami z Pałacem Buckingham, sprawia, że słowa księcia Filipa z 2018 roku nabierają dziś nowego, wręcz fatalistycznego wydźwięku. Nie jest to już tylko plotka, ale element szerszej narracji o wyborach i konsekwencjach, które dotykają nie tylko jednostki, ale całą instytucję.
Niedawne odjęcie tytułu księcia skandaliście Andrzejowi podsyca medialne plotki o tym, że podobny los może czekać księcia i księżną Sussexu. Choć na razie to tylko spekulacje, proroctwo Filipa, początkowo zbagatelizowane, dziś wydaje się być gorzką refleksją nad niezrealizowanym potencjałem i ceną, jaką płaci się za odrzucenie dworskiej mądrości.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.