Nawiedzone domy w Hongkongu. Czy stać Cię na luksus bez widma?

2025-11-02 12:44

W Hongkongu, gdzie ceny nieruchomości osiągają kosmiczne pułapy, mieszkańcy znaleźli zaskakujące rozwiązanie kryzysu mieszkaniowego: nawiedzone domy. Lokale, w których doszło do tragicznych wydarzeń, są znacznie tańsze, stając się dla wielu jedyną szansą na własne cztery kąty. Choć w chińskiej kulturze kwestia duchów i tragicznej śmierci ma dużą wagę, dla części mieszkańców perspektywa znacznych oszczędności przeważa nad lękiem przed niewidzialnym lokatorem. To ryzykowna gra z przesądami, ale w dobie drożyzny okazuje się zaskakująco opłacalna.

Długi, ciemny korytarz rozciąga się w głąb, tworząc perspektywę znikającego punktu. Sufit oświetlony jest równomiernie rozmieszczonymi, poziomymi, prostokątnymi lampami jarzeniowymi, które stają się coraz mniejsze i bardziej zamazane w oddali. Podłoga odbija światło z lamp, tworząc jasne pasy na ciemnej powierzchni, dzielonej przez widoczną spoinę biegnącą przez środek. Po prawej stronie, w tle, widoczne są rozmyte, okrągłe światła w odcieniach pomarańczowego i niebieskiego.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Długi, ciemny korytarz rozciąga się w głąb, tworząc perspektywę znikającego punktu. Sufit oświetlony jest równomiernie rozmieszczonymi, poziomymi, prostokątnymi lampami jarzeniowymi, które stają się coraz mniejsze i bardziej zamazane w oddali. Podłoga odbija światło z lamp, tworząc jasne pasy na ciemnej powierzchni, dzielonej przez widoczną spoinę biegnącą przez środek. Po prawej stronie, w tle, widoczne są rozmyte, okrągłe światła w odcieniach pomarańczowego i niebieskiego.

Duchy na rynku nieruchomości

Wyobraźmy sobie sytuację, w której makabryczna przeszłość staje się atutem na rynku nieruchomości. Coś, co w innych częściach świata byłoby powodem do unikania, w Hongkongu jest prawdziwą żyłą złota – oczywiście dla tych, którzy nie dają wiary legendom. Mieszkania, w których niegdyś rozegrały się tragedie, nagle zyskują na wartości, choć w nieco przewrotny sposób. Nie chodzi tu bynajmniej o sentyment czy chęć obcowania z zaświatami, ale o brutalną rzeczywistość ekonomiczną, która zmusza do podjęcia niekonwencjonalnych decyzji.

Podczas gdy w Polsce swego czasu głośno było o „domu z historią” w Rakowiskach, który znalazł nabywcę dzięki atrakcyjnej cenie, w Hongkongu ten trend jest zjawiskiem na masową skalę. Tamtejsze media, takie jak CNN, regularnie donoszą o specyficznym popycie na nieruchomości określane jako nawiedzone domy lub te, w których doszło do morderstw. Takie informacje nie są ukrywane, lecz wręcz eksponowane w ogłoszeniach, co dla zachodniego obserwatora może wydawać się co najmniej szokujące.

Jak tragedia obniża czynsz?

Rosnące koszty życia w Hongkongu sprawiły, że dla wielu mieszkańców własne mieszkanie stało się luksusem dostępnym jedynie w sferze marzeń. W obliczu tego kryzysu, zamieszkanie w lokalu, gdzie doszło do zabójstwa, samobójstwa czy tragicznego wypadku, jawi się jako jedyna realna szansa na stabilne lokum. Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Nauki i Technologii w Hongkongu ujawniają szokujące dane. Ceny mieszkań uznawanych za "nawiedzone" spadają średnio o 20 procent, a w przypadku nieruchomości z historią morderstwa, obniżka potrafi sięgnąć nawet 34 procent.

Zjawisko to jest na tyle powszechne, że powstały specjalistyczne portale i agencje, które prowadzą katalogi nieruchomości z tragiczną przeszłością. Przykładem jest Spacious.hk, którego lista takich adresów liczy już imponujące 92 strony. W opisach często pojawiają się enigmatyczne, lecz w Hongkongu doskonale zrozumiałe notki, takie jak "fell from height", co oznacza, że ktoś wyskoczył lub spadł z wysokości. W gęsto zaludnionym mieście, gdzie drapacze chmur stoją jeden przy drugim, niestety nie brakuje takich przypadków.

Kultura i przesądy czy duchy przeszkadzają?

W chińskiej kulturze wierzenia dotyczące tragicznej śmierci są głęboko zakorzenione. Uważa się, że gwałtowny koniec życia zaburza harmonię i przynosi pecha, co sprawia, że większość mieszkańców unika takich miejsc niczym ognia. To właśnie te kulturowe uwarunkowania tworzą lukę na rynku, którą wykorzystują ci, którzy są gotowi zignorować lub zrelatywizować stare przesądy na rzecz bardziej przyziemnych korzyści.

Jednym z najbardziej znanych graczy na tym specyficznym rynku jest Ng Goon-lau, nazywany "Królem Nawiedzonych Domów". Ten siedemdziesięcioletni inwestor z Hongkongu zbudował swoje imperium, skupując nieruchomości, których właściciele chcą się pozbyć szybko i często za ułamek ich wartości. Następnie wynajmuje je po cenach niższych o 20-30 procent od rynkowych, dając szansę na przystępne mieszkanie tym, dla których duchy są mniej straszne niż pusty portfel.

„Jeśli ktoś umiera gwałtownie, jego duch nie zazna spokoju. Zostaje tam, gdzie zginął. To miejsce staje się skażone” – tłumaczy dla CNN mistrz feng shui Andrew Kwan.

Duchy i ekonomia czy opłaca się wierzyć?

Opinia mistrza feng shui jasno pokazuje, jak silnie wiara w niematerialne aspekty wpływa na decyzje materialne mieszkańców Hongkongu. Prof. Utpal Bhattacharya, autor badań nad wpływem przesądów na rynek nieruchomości, podkreśla fundamentalne znaczenie tych przekonań. W społeczeństwie, gdzie 94 procent populacji to etniczni Chińczycy, silne zakorzenienie wierzeń w feng shui sprawia, że dla wielu perspektywa życia w miejscu kojarzącym się ze śmiercią jest nie do przyjęcia.

„Wiara w feng shui jest głęboka. 94% populacji Hongkongu to etniczni Chińczycy, a większość z nich po prostu nie chce żyć w miejscu, które kojarzy się ze śmiercią” – potwierdza profesor Utpal Bhattacharya.

Mimo tak głębokich kulturowych uwarunkowań i ostrzeżeń ze strony ekspertów od feng shui, realia ekonomiczne wymuszają zmiany w postawach. Współczesny Hongkong staje przed dylematem, gdzie tradycyjne wierzenia ścierają się z brutalną prozą życia. Coraz więcej osób, choć być może z ciężkim sercem, decyduje się na kompromis, wybierając przystępność cenową ponad spokój duszy i czyste sumienie w kwestii niewidzialnych lokatorów.

W efekcie, rynek nieruchomości w Hongkongu stał się swoistym barometrem tolerancji na zjawiska paranormalne, gdzie strach przed duchem jest często mniejszy niż strach przed brakiem dachu nad głową. To fascynujący obraz tego, jak presja ekonomiczna potrafi redefiniować kulturowe tabu i zmieniać percepcyjne zagrożenia w akceptowalne ryzyko dla tysięcy mieszkańców jednego z najdroższych miast świata.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.