Spis treści
Tragiczny finał syberyjskiej wyprawy
Świat podróżników wstrzymał oddech na wieść o tragicznym zakończeniu śmiałej ekspedycji Adama Borejki, polskiego rowerowego globtrotera. Jego ambitny plan, by na jednośladzie dotrzeć do legendarnego Ojmiakonu, najzimniejszego stale zamieszkałego miejsca na Ziemi, nagle runął w gruzach. Śmierć zaskoczyła go nie w bezkresnej syberyjskiej tundrze, lecz w pozornie bezpiecznym hotelowym zaciszu, co nadaje tej historii ponury, niemal sensacyjny wymiar.
Trasa wiodła z Jakucka, a polski podróżnik zamierzał pokonać około 914 kilometrów w ekstremalnych zimowych warunkach. 24 stycznia Adam Borejko skrupulatnie dopełnił wszelkich formalności, rejestrując się w lokalnej służbie ratowniczej Republiki Sacha (Jakucji) i przechodząc wymagany instruktaż bezpieczeństwa. Dzień później ruszył w drogę, niestrudzenie zmierzając ku swojemu celowi, nocując po drodze w mniejszych miejscowościach i korzystając z gościny mieszkańców.
"Zatrzymał się w hotelu, położył się spać i dziś rano nie opuścił pokoju. O godzinie 17.10 (23.10 czasu moskiewskiego) został znaleziony martwy. Na miejscu zdarzenia pracują służby śledcze" - poinformowało biuro prasowe regionalnej służby ratunkowej w Jakucji.
Jak doszło do śmierci w hotelu?
Tragiczny dzień nadszedł 31 stycznia, kiedy to po godzinie 20:00 Adam Borejko dotarł do wsi Chandyga, stacji pośredniej na jego mroźnej trasie. Zmęczony, lecz najwyraźniej w dobrej kondycji, zameldował się w lokalnym hotelu. Nikt nie podejrzewał, że będzie to jego ostatni przystanek w podróży życia. Relacje pracowników hotelu wskazują na jego dobre samopoczucie, co tylko pogłębia zagadkę.
Początkowo brak aktywności Polaka w pokoju nie wzbudził alarmu. Personel zakładał, że intensywna jazda w minusowych temperaturach wymaga solidnego odpoczynku. Dopiero gdy minął cały dzień, a podróżnik nadal nie wychodził, podjęto decyzję o interwencji. To wtedy odkryto jego ciało w pokoju, a służby ratunkowe potwierdziły zgon. Brak jasnej przyczyny śmierci w tak nagłych okolicznościach jest niezwykle niepokojący.
"Przybył w dobrym stanie, nie skarżył się na złe samopoczucie ani odmrożenia. Położył się spać. Następnego ranka nie wychodził z pokoju" – relacjonował pracownik hotelu w rozmowie z portalem sakhaday.ru.
Kim był Adam Borejko?
Adam Borejko nie był bynajmniej nowicjuszem w świecie ekstremalnych wyczynów. W środowisku podróżników i miłośników outdooru był postacią rozpoznawalną, vlogerem i rowerowym globtroterem z krwi i kości. Jego wcześniejsze dokonania to przejechanie Sahary w 2023 roku, gdzie mierzył się z upałami rzędu 50 stopni Celsjusza. Wyzwaniem były także Góry Wysokiego Atlasu w Maroku.
Kolejny rok przyniósł mu wyprawę przez Indie, z południa na północ, podczas której zdobywał wysokogórskie przełęcze w Himalajach, nierzadko położone powyżej 5 tysięcy metrów nad poziomem morza. Jakucja miała być ukoronowaniem jego projektu, próbą konfrontacji z odwrotnością pustynnego żaru – mroźnym piekłem Syberii, z temperaturami spadającymi regularnie poniżej -40 stopni Celsjusza.
Co czekało na śmiałka w Jakucji?
Syberyjskie warunki to nie przelewki, nawet dla najbardziej doświadczonych. Jakucja to region, gdzie zima to prawdziwa szkoła przetrwania, a temperatury rzędu -40 stopni Celsjusza są normą, a nie wyjątkiem. Długie, mroźne dni i olbrzymie odległości między miejscowościami to wyzwania, które wymagają nie tylko żelaznej kondycji fizycznej, ale i niezwykłej odporności psychicznej.
Planowana trasa do Ojmiakonu jest świadectwem odwagi i determinacji Adama Borejki. To właśnie te ekstremalne warunki pogodowe i logistyczne często stają się prawdziwymi bohaterami opowieści o podróżach w tamte rejony. Niestety, w jego przypadku, to nie mróz bezpośrednio odebrał mu życie na szlaku, lecz nagły zgon w hotelu, pozostawiając więcej pytań niż odpowiedzi, co skłania do refleksji nad kruchością ludzkiego życia.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.