Spis treści
Nowa Rada Pokoju Donalda Trumpa
Donald Trump, z właściwą sobie werwą, kontynuuje budowę swojego ambitnego projektu dyplomatycznego, czyli Rady Pokoju. Po wcześniejszych doniesieniach o zaproszeniu dla Rosji, światło dzienne ujrzała informacja o akcesji Chin, co tylko potwierdza globalny zasięg inicjatywy. Fakt, że tak potężne mocarstwa są brane pod uwagę, już teraz sugeruje, że nie będzie to marginalny twór.
Co ciekawe, wśród 60 zaproszonych krajów, obok takich gigantów jak Francja, Wielka Brytania czy Kanada, znalazła się również Polska. Potwierdzenie otrzymania zaproszenia przez Karola Nawrockiego ze strony Marcina Przydacza, szefa Biura Polityki Międzynarodowej KPRP, podkreśla rolę naszego kraju w tej nowej układance politycznej. To pokazuje, jak szerokie spektrum państw Trump próbuje włączyć w swoje plany.
"Strona chińska otrzymała zaproszenie od strony amerykańskiej" - potwierdził rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Guo Jiakun podczas briefingu prasowego.
Jaki jest cel Rady Pokoju?
Początkowo Rada Pokoju miała skupić się na pilnej kwestii Strefy Gazy, zajmując się jej odbudową oraz utrzymaniem delikatnego rozejmu między Izraelem a Hamasem. Szybko jednak okazało się, że plany Donalda Trumpa sięgają znacznie dalej. Nieoficjalne doniesienia sugerują, że ambicje te obejmują znacznie szersze spektrum globalnych problemów, nie tylko bliskowschodnich.
Jak donosił "Financial Times", amerykańscy urzędnicy wyrażają nadzieję, że Rada będzie zarządzać nie tylko Strefą Gazy, ale także zajmie się palącymi kwestiami takimi jak wojna na Ukrainie czy sytuacja w Wenezueli. "Bloomberg" z kolei wskazał na projekt statutu, gdzie Trump miałby pełnić funkcję przewodniczącego i mieć decydujący głos, nawet pomimo formalnych głosowań, co czyni jego pozycję niemal absolutną.
Donald Trump krytykuje ONZ
Nie jest żadną tajemnicą, że Donald Trump od dawna nie szczędzi gorzkich słów pod adresem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jego krytyka, często bardzo dosadna, sugeruje, że obecna struktura jest nie tylko nieskuteczna, ale wręcz szkodliwa dla globalnej stabilności. Pomysł stworzenia Rady Pokoju wydaje się być naturalną konsekwencją tego zgorzkniałego podejścia, próbą znalezienia alternatywy dla jego zdaniem sparaliżowanej instytucji.
Podczas 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ Trump otwarcie kwestionował sens istnienia tej organizacji, która według niego marnuje swój potencjał. Jego retoryka wskazywała na głębokie rozczarowanie działaniami ONZ, która jego zdaniem, zamiast rozwiązywać problemy, jedynie generuje kolejne. To wyraźny sygnał, że dla Trumpa status quo jest nie do przyjęcia i wymaga radykalnych zmian.
"Jaki jest w ogóle cel istnienia ONZ? ONZ ma taki ogromny potencjał, zawsze to mówiłem. Ma ogromny potencjał, ale nawet nie zbliża się do tego, żeby z niego korzystać. W większości przypadków wszystko, co ONZ robi, to bardzo mocne słowa, których nigdy się nie trzyma" - mówił Trump.
Czy ONZ tworzy problemy?
Trump nie poprzestał na ogólnej krytyce, wskazując konkretne obszary, w których ONZ jego zdaniem zawodzi. Stwierdził, że organizacja ta nie tylko nie rozwiązuje istniejących problemów, ale wprost przyczynia się do powstawania nowych, co jest zarzutem o niezwykłej wadze dla instytucji mającej dbać o światowy pokój. Takie stanowisko sugeruje, że były prezydent USA widzi w ONZ raczej przeszkodę niż wsparcie.
Jako najlepszy przykład tej rzekomej nieskuteczności, Trump wskazał na kryzys niekontrolowanej migracji, twierdząc, że "wasze kraje są rujnowane" i "idą do piekła". Dodatkowo, nie omieszkał skrytykować europejskiej polityki klimatycznej, nazywając ją "szwindlem" i efektem działań "głupich ludzi", którzy kosztują fortunę swoje kraje. To tylko pogłębia obraz jego głębokiej dezaprobaty wobec globalnych inicjatyw.
"ONZ nie tylko nie rozwiązuje problemów, ale wręcz przeciwnie (...) - stwarza nowe problemy do rozwiązania. Najlepszym przykładem jest najważniejszy problem polityczny naszych czasów: kryzys niekontrolowanej migracji. Wasze kraje są rujnowane (...). Wasze kraje idą do piekła" - dodał.
Mówił też o europejskiej polityce klimatycznej, nazywając ją szwindlem, podobnie jak opieranie prawa i polityki na "śladzie węglowym" przez "głupich ludzi, którzy kosztowali fortunę swoje kraje i zaprzepaścili ich szansę na sukces".
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.