Ile osób zginęło w Iranie?
Trwające w Iranie rozruchy i brutalne represje wobec protestujących od dawna budziły grozę na arenie międzynarodowej, jednak najnowsze doniesienia z ust specjalnego sprawozdawcy ONZ Mai Sato rzucają nowe, przerażające światło na skalę tragedii. Oficjalne dane irańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego mówią o zaledwie 3117 zabitych, wliczając w to funkcjonariuszy służb, podczas gdy Human Rights Activist News Agency szacuje liczbę ofiar na co najmniej 4902 osoby. Jak widać, rozbieżności są olbrzymie, a każda liczba to przecież ludzkie życie.
Te dysproporcje bledną jednak przy alarmujących informacjach, które docierają do ONZ. Mai Sato w rozmowie z australijskim nadawcą ABC otwarcie przyznała, że realna liczba zabitych podczas manifestacji może być wielokrotnie wyższa niż oficjalnie podawana. Jej zdaniem, organizacja otrzymuje doniesienia wskazujące na nawet 20 tysięcy ofiar, co jest wartością, która przewyższa najbardziej pesymistyczne wcześniejsze szacunki i mrozi krew w żyłach. Czy świat zignoruje tak wstrząsające dane?
"Otrzymuję informacje od lekarzy, którzy dzięki dostępowi do Starlinka są w stanie przekazywać dane o liczbie rannych i zmarłych trafiających do szpitali" - powiedziała Sato.
Makabryczne dowody represji
Słowa przedstawicielki ONZ nabierają szczególnie ponurego wymiaru w kontekście nowych, wstrząsających materiałów, które wyciekły z irańskich kostnic. Do mediów, w tym do New York Post, trafiły makabryczne zdjęcia z kostnicy Kahrizak Forensic Medical Center w Teheranie. Te fotografie mają dokumentować brutalną skalę represji i bezwzględność reżimu ajatollahów wobec wszystkich, którzy ośmielili się sprzeciwić.
Dzięki starannej weryfikacji przeprowadzonej przez BBC, udało się potwierdzić autentyczność części tych materiałów, co tylko potęguje grozę. Ustalono, że przedstawiają one co najmniej 326 ofiar pacyfikacji demonstracji. Wśród zabitych są osoby w wieku od 12 do 70 lat, co świadczy o tym, że aparat represji nie oszczędzał nikogo. Wszyscy ci ludzie zostali po prostu usunięci z listy żywych za to, że mieli odwagę wyrazić swoje zdanie.
Dyplomacja na krawędzi konfliktu?
Tymczasem, w tle tych wewnętrznych dramatów, wciąż napięta pozostaje sytuacja na linii Waszyngton-Teheran. Stany Zjednoczone, mimo wcześniejszych ostrych gróźb, jak dotąd nie zdecydowały się na zbrojną interwencję, choć retoryka Donalda Trumpa bywała niezwykle stanowcza. Prezydent USA wielokrotnie sygnalizował gotowość do działania, jednak wstrzymywał się przed eskalacją konfliktu, co rodziło wiele pytań o jego rzeczywiste intencje.
Ostatnie wypowiedzi Trumpa, zwłaszcza te z Davos, zdają się studzić nastroje, choć nadal utrzymują wysoki poziom napięcia. Mówił o "ogromnej flocie" płynącej w kierunku Iranu, podkreślając jednak, że ma to charakter prewencyjny i „na wszelki wypadek”. Decyzję o wstrzymaniu ataku prezydent USA podjął wcześniej, gdy władze irańskie wstrzymały egzekucję 837 aresztowanych podczas protestów, co sugeruje, że gra toczy się o wysoką stawkę.
"Mamy wiele statków, które zmierzają w tamtą stronę na wszelki wypadek. Mamy dużą flotyllę płynącą tam i zobaczymy, co się wydarzy. Mamy armadę. Mamy ogromną flotę zmierzającą w tamtym kierunku. Może nie będziemy musieli jej użyć, zobaczymy. Wolałbym, żeby nic się nie wydarzyło, ale obserwujemy ich bardzo uważnie" – powiedział Trump na pokładzie samolotu w drodze powrotnej ze Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.