Spis treści
Rodzina Clarke. Pięcioraczki z Horyńca w nowym świecie
Historia rodziny Clarke'ów, z Dominiką i Vincentem na czele oraz ich jedenaściorgiem dzieci, od dawna fascynuje Polaków. Szczególnie głośno zrobiło się o nich w lutym 2023 roku, kiedy to Dominika powitała na świecie pięcioraczki: Elizabeth May, Evangeline Rose, Arianna Daisy, Charles Patrick i Henry James. Ta euforia niestety szybko zgasła, gdy jeden z noworodków, Henry James, zmarł, pozostawiając rodzinę w głębokiej żałobie. To traumatyczne doświadczenie skłoniło ich do radykalnej zmiany życia.
Po osobistej tragedii, rodzina podjęła zaskakującą decyzję o przeprowadzce z Polski. Ich nowym domem stała się egzotyczna wyspa Koh Lanta w Tajlandii, co samo w sobie wywołało niemałe poruszenie. Dominika Clarke od początku dzieli się w mediach społecznościowych szczerymi kadrami z życia w nowym otoczeniu, prezentując rzeczywistość bez upiększeń i instagramowego lukru. W jej relacjach próżno szukać sielankowych obrazków czy wiecznie uśmiechniętych rodziców. Zamiast tego, internauci obserwują codzienny chaos, liczne wyzwania logistyczne związane z ogarnięciem jedenaściorga dzieci oraz przeciążenie emocjonalne.
Tajlandia kontra europejskie standardy. Czym podpadła Dominika Clarke?
Ten niezwykle autentyczny obraz rodzicielstwa, odbiegający od wykreowanych przez media społecznościowe ideałów, zyskuje zarówno fanów, jak i zagorzałych krytyków. Niestety, niektóre wpisy Dominiki Clarke szybko przerodziły się w prawdziwą burzę w sieci. Internauci rzucili się na rodziców, zarzucając im, że wychowują swoje dzieci w rzekomo "nieodpowiednich" warunkach. Fala krytyki za ich styl życia w Tajlandii błyskawicznie eskalowała do otwartego hejtu, co pokazuje, jak łatwo ocenia się innych przez pryzmat własnych doświadczeń.
Wielu odbiorców, najwyraźniej zapominając o kulturowych różnicach, oczekuje od rodziny Clarke'ów utrzymywania "europejskich" standardów życia oraz przestrzegania norm sanitarnych i wychowawczych, typowych dla Polski. To podejście ignoruje całkowicie realia życia w tajskiej wiosce, które są diametralnie różne od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Największe negatywne emocje, a co za tym idzie, lawina komentarzy, wywołały zdjęcia i nagrania przedstawiające prowizoryczną, zewnętrzną umywalkę, a także ujęcia, na których jedno z dzieci stoi w skarpetkach na mokrym piachu.
"Rozumiem, że taki widok może budzić zdziwienie - zwłaszcza jeśli patrzymy na niego przez typowo europejskie oczekiwania. Ja pokazuję po prostu, jak wygląda codzienność w małej tajskiej wiosce. Bez upiększania, bez filtrów. To życie jest inne - nie lepsze i nie gorsze, tylko inne. Niektóre rzeczy na początku szokują, do innych z czasem się przyzwyczaiłam" - tłumaczy w jednym z wpisów.
Inne życie, inne oczekiwania. Czy warunki są naprawdę złe?
Dominika Clarke, stając w obliczu bezpardonowej krytyki, postanowiła wyjaśnić swoje motywy i kontekst decyzji. Podkreśla, że jej celem jest ukazanie autentycznego życia w małej tajskiej wiosce, bez upiększeń czy filtrów, które często zniekształcają rzeczywistość w mediach społecznościowych. Jak sama zauważa, życie w Tajlandii jest po prostu "inne" – niekoniecznie gorsze czy lepsze, ale wymagające innej perspektywy i zrozumienia lokalnych zwyczajów, do których z czasem trzeba się przyzwyczaić.
W swoim wyjaśnieniu Dominika nawiązała również do własnych doświadczeń z dzieciństwa, wspominając skromne warunki, w jakich sama dorastała. U jej babci nie było łazienki, a codzienne mycie w misce czy podgrzewanie wody na piecu były normą. To osobiste doświadczenie pozwala jej na szersze spojrzenie na pojęcie "odpowiednich warunków" i podkreślenie, że prostota nie oznacza braku troski czy bezpieczeństwa, a jedynie odmienne podejście do codzienności. Chce pokazać, że świat nie wszędzie wygląda jak z katalogu i że różnorodność jest wartością, którą należy traktować z szacunkiem.
"U mojej babci nie było łazienki - myłam się w misce, wodę grzało się na piecu, a latem kąpaliśmy się w zimnej wodzie pompowanej ręcznie. Do dziś pamiętam ten charakterystyczny dźwięk pompy" - wspomina. "Świat nie zawsze wygląda tak samo, jak w katalogu czy reklamie. I właśnie tę różnorodność chcę pokazywać - z szacunkiem, spokojem i bez oceniania" - dodaje.
Umywalka na zewnątrz. Czy to łamanie zasad sanitarnych?
Najczęściej powtarzającym się zarzutem, który budzi największe oburzenie wśród internautów, pozostaje kwestia sanitarna, a zwłaszcza wspomniana zewnętrzna umywalka. Dominika Clarke postanowiła rozwiać wszelkie wątpliwości, podając proste i logiczne wytłumaczenie. Wyjaśniła, że przedszkole, do którego uczęszczają dzieci, posiada toaletę spełniającą europejskie standardy, co świadczy o dbałości o higienę w instytucji.
Zewnętrzna umywalka, która tak bardzo wzburzyła opinię publiczną, nie jest zatem jedynym miejscem do zachowania higieny, a jedynie praktycznym rozwiązaniem ułatwiającym codzienne funkcjonowanie. Jej umiejscowienie na zewnątrz sprawia, że jest po prostu bliżej i wygodniejsza w użyciu, szczególnie dla jedenastki ruchliwych dzieci. To drobny detal, który dla wielu Polaków okazał się pretekstem do ostrej krytyki, podczas gdy dla mieszkańców tajskiej wioski jest po prostu częścią normalnego życia.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.