Spis treści
Strategia Trumpa. Potwierdzenie politycznych zmian
Nowa strategia bezpieczeństwa narodowego USA faktycznie wywołała polityczne trzęsienie ziemi w Europie, budząc niemałe zdziwienie wśród komentatorów i polityków. Jednakże, jak zauważa amerykanista Andrzej Kohut, ten dokument nie jest nagłą rewolucją, a jedynie potwierdzeniem procesów trwających już od początku drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa. Zmiana polityki Waszyngtonu nie nastąpiła wczoraj, lecz jest ewolucją, która teraz zyskała oficjalne ramy.
Eksperci podkreślają, że strategie są zazwyczaj ogólnikowe, a każda administracja tworzy własną wizję, często nie stosując się do wcześniejszych zapisów. Mimo to, idee zawarte w obecnej strategii USA mają szansę przetrwać, ponieważ zostały sformułowane przez środowisko nowej prawicy amerykańskiej, które zyskuje coraz większy wpływ w Partii Republikańskiej. Wiodącymi postaciami tego nurtu są m.in. Michael Anton i J.D. Vance, którzy aktywnie kształtują politykę Donalda Trumpa.
„Mam wrażenie, że sama strategia zmienia niewiele. Oczywiście, jej zapisy to ogromna zmiana w stosunku do polityki amerykańskiej, do jakiej się przyzwyczailiśmy. Nie jest jednak tak, że ta zmiana pojawiła się dopiero wraz z dokumentem, który ktoś tam wrzucił na stronę Białego Domu. Ona dokonuje się od początku drugiej kadencji prezydenta Trumpa. Tak naprawdę w bardzo wielu punktach ta strategia jest po prostu potwierdzeniem na papierze zachodzących już zmian.”
„Tego typu strategie najczęściej były i są dokumentami bardzo ogólnymi. Co więcej, każda administracja przygotowuje swoją. Między kolejnymi administracjami istniały bardzo znaczące czasami różnice, jeśli chodzi o to, co zostało zaprezentowane w strategii bezpieczeństwa. Nie zapominajmy też, że amerykańskie rządy często nie stosowały się do tego, co same sobie w tych strategiach zapisały. Właśnie dlatego nie mam poczucia, że ten dokument jest rzeczą aż tak przełomową. Choć oczywiście, większe zwroty w amerykańskiej polityce najczęściej potrafią przetrwać zmianę prezydentów, nawet jeżeli są to prezydenci z przeciwnych opcji politycznych. W tym przypadku zwróciłbym uwagę na jedno.”
„Zasadnicza część ludzi, którzy przygotowywali obecną strategię, to środowisko nowej prawicy amerykańskiej. Michael Anton był tu wiodącą postacią. I jest to środowisko, które w pewnym sensie zaczyna nadawać ton Partii Republikańskiej. To ludzie, których reprezentantem w bezpośrednim otoczeniu Donalda Trumpa jest J.D. Vance. Choćby z tego względu idee, które są przedstawione w tej strategii, pozostaną na pewno z republikanami.”
Czy Ameryka wraca do doktryny Monroego?
Analizując założenia strategii, trudno oprzeć się wrażeniu, że administracja Trumpa nie tylko zarysowuje wizję świata na XXI wiek, lecz odświeża dawne koncepcje polityczne, przenosząc USA w XIX wiek. Autorzy dokumentu otwarcie krytykują postzimnowojenne błędy, takie jak globalizacja, rozmach handlu światowego i nadmierne zaangażowanie w instytucje międzynarodowe, które ich zdaniem doprowadziły do wzrostu potęgi Chin. W ich ocenie, to właśnie te pomyłki doprowadziły do obecnej, trudnej sytuacji geopolitycznej.
Odwrót od Europy i koncentracja na własnym otoczeniu na półkuli zachodniej to echo doktryny Monroego. Pojawienie się Chin jako potężnego rywala zmusza USA do zabezpieczania swoich interesów w regionach, które wcześniej wydawały się bezpieczne. Amerykanie zdają sobie sprawę, że wpływy Chin rozciągają się nawet na Amerykę Łacińską, co podważa dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa i wymaga rewizji dotychczasowych priorytetów strategicznych.
„W pewnym sensie jest to podróż w czasie, bo autorzy strategii nie kryją, że uważają, iż Ameryka poszła złą drogą po zakończeniu zimnej wojny. To wtedy Stany Zjednoczone skierowały się w stronę globalizacji, światowego handlu, w stronę instytucji międzynarodowych. Zdaniem autorów, wszystko to było z perspektywy Stanów Zjednoczonych błędem, który teraz nowa administracja Trumpa stara się naprawić. Uważają, że USA znalazły się w sytuacji rosnącej potęgi Chin właśnie dlatego, że te błędy zostały popełnione. Wracając jeszcze do wątku zmian, które mogą zostać z nami na dłużej, to jeżeli w tej kadencji uda się zmniejszyć amerykańską obecność w Europie, to prawdopodobnie tak to już pozostanie. Być może relacje z Europą staną się nieco cieplejsze, jeśli przyjdzie prezydent z Partii Demokratycznej, ale tych zdarzeń, które będą miały miejsce podczas prezydentury Trumpa, już w całości nie odwróci. Ta wycieczka w czasie będzie miała więc daleko idące konsekwencje.”
„Stany Zjednoczone oczywiście dalej są potęgą zarówno militarną, jak i gospodarczą. Pojawił im się jednak bardzo potężny rywal w postaci Chin. Dlatego USA wraca do zabezpieczania własnego otoczenia na półkuli zachodniej, co wcześniej nie wydawało się szczególnie kluczowe. W okresie po zimnej wojnie wydawało się, że akurat tam Amerykanie są bezpieczni. Tymczasem to poczucie bezpieczeństwa już nie obowiązuje, bo Chiny próbują wywierać swój wpływ także w Ameryce Łacińskiej.”
USA kontra Unia Europejska. Sojusz tylko z państwami?
Administracja Donalda Trumpa doszła do władzy w dużej mierze dzięki frustracji amerykańskich obywateli, którzy pomimo teoretycznego wzrostu wskaźników gospodarczych, nie odczuwali poprawy własnego dobrobytu. Ten mandat wyborczy pozwala Trumpowi konsekwentnie kwestionować dotychczasowy model globalizmu i liberalnego ładu międzynarodowego. W tym kontekście Unia Europejska jest postrzegana jako obciążenie zarówno dla samych Europejczyków, jak i dla poszczególnych państw.
W strategii wyraźnie widać, że Amerykanie cenią relacje z Europą, dostrzegając jej strategiczne i kulturowe znaczenie, jednak ich oferta współpracy skierowana jest do suwerennych państw narodowych. Waszyngton uważa, że takie podmioty będą dla nich znacznie lepszymi partnerami niż „ponadpaństwowy twór”. Celem jest wspieranie Europejczyków w dążeniu do samowystarczalności w kwestii bezpieczeństwa, ale pod warunkiem, że ich działania będą zgodne z amerykańską wizją. Krytyka Unii wynika także z pragmatyzmu – pojedyncze państwa są łatwiejsze do negocjacji niż silny, jednolity blok gospodarczy.
„Zwróćmy uwagę, że Donald Trump i opcja polityczna, którą prezentuje, doszła do władzy właśnie dlatego, że w Stanach Zjednoczonych wielu obywateli uznało, że mimo iż ich krajowi teoretycznie wciąż rosną wskaźniki gospodarcze i ma u stóp kawał świata, to z perspektywy ich codziennego życia, wcale nie przekłada się to na ich dobrobyt. Wcale nie jest im lepiej, niż było dwie czy trzy dekady temu. I to z tej frustracji udało się wyrosnąć Donaldowi Trumpowi, który już od swojej pierwszej kadencji kwestionował dotychczasowy model globalizmu i liberalnego ładu międzynarodowego. I teraz ma do tego mandat wyborczy.”
„Rzeczywiście, nie tyle Europa, co Unia Europejska jest bardzo negatywnie przez tę strategię postrzegana jako ciężar dla samych Europejczyków i dla państw europejskich. Jeśli jednak przyjrzeć jej zapisom, widać wyraźnie, że Amerykanie wciąż widzą wartość w relacjach z Europą. Widzą strategiczne i kulturowe znaczenie Europy. Widzą jednak potencjał nie w relacjach z UE, ale z suwerennymi państwami europejskimi. To jest kierunek, który chcą wspierać, uważają, że te suwerenne państwa europejskie z różnych względów będą dla nich lepszymi partnerami niż jakiś ponadpaństwowy twór. Ostrze strategii jest więc zwrócone przede wszystkim przeciwko Unii Europejskiej, nie przeciwko Europejczykom. Waga sojuszy wciąż jest w tej strategii podkreślana, tak jak byliśmy do tego przez lata przyzwyczajeni. Jest tam wręcz pewna oferta skierowana pod adresem Europy.”
„Jeżeli państwa europejskie będą zmierzać w dobrym z perspektywy administracji kierunku, mogą oczywiście liczyć na współpracę z USA. Waszyngton będzie się starał wesprzeć Europejczyków w tym, by stanęli na własne nogi również w wymiarze bezpieczeństwa.”
„Są tu dwa wątki. Jeden wynikający z pewnych ideowych założeń nowej prawicy, która tę strategię kształtowała. Drugi pragmatyczny. To konstatacja, że to, co może narzucić amerykańskim korporacjom ogromny blok reprezentujący ponad pół miliarda najbogatszych na świecie konsumentów, jest zupełnie czymś innym niż to, co będą w stanie zrobić indywidualne państwa. One będą łatwiejszym partnerem z perspektywy amerykańskiej we wszelkich negocjacjach.”
Rosja i wojna w Ukrainie. Czy USA mają plan B?
Relacje USA z Rosją, przedstawione w strategii, wydają się zmierzać w kierunku normalizacji i szybkiego zakończenia wojny w Ukrainie. Amerykanie, w kontekście obserwowanych negocjacji ukraińsko-rosyjsko-amerykańskich, dążą do stabilizacji sytuacji, aby zabezpieczyć własne interesy z Rosjanami, jednocześnie zapobiegając eskalacji konfliktu w Europie. To pragmatyczne podejście Donalda Trumpa, koncentrujące się na szybkim rozwiązaniu problemu, niezależnie od jego długoterminowych konsekwencji.
Jednakże, jak trafnie zauważa Kohut, w strategii brakuje kluczowej informacji dotyczącej planu awaryjnego Waszyngtonu. Dokument nie precyzuje, jakich narzędzi zamierzają użyć Amerykanie, jeśli Rosja nie uzna stabilizacji za korzystną dla siebie i zdecyduje się na dalszą destabilizację regionu. Strategia jawi się zatem jako wyraz idealnego scenariusza, bez głębszego rozważania potencjalnych alternatyw, co budzi uzasadnione obawy.
„Kierunek relacji USA z Rosją jest nam znany. To, co obserwowaliśmy w negocjacjach amerykańsko-ukraińsko-rosyjskich w ostatnim czasie, sugerowało, że Stany Zjednoczone Donalda Trumpa chcą przede wszystkim wojnę jak najszybciej zakończyć. I doprowadzić do jakiegoś rodzaju stabilizacji, żeby z jednej strony możliwe były interesy z Rosjanami, ale z drugiej strony, żeby w Europie nie eskalowała w jeszcze bardziej kłopotliwy dla Stanów Zjednoczonych konflikt. Jeśli chodzi o relacje z Rosją, nie widzimy tam jednej ważnej rzeczy.”
„Chodzi o to, co będzie, jeżeli Rosja stwierdzi, że stabilizacja wcale nie jest z jej perspektywy korzystna. Jakich narzędzi zamierzają użyć Amerykanie, gdyby do tego doszło? Tego strategia nie precyzuje. Dlatego traktuję ją raczej jako wyraz pewnego idealnego scenariusza, który Amerykanie sobie zakładają bez rozważania ewentualnych alternatyw.”
Polska i region. Czas na własną odpowiedzialność?
Dla Polski i całego regionu nowe wytyczne Waszyngtonu oznaczają konieczność przygotowania się na zmiany. Chociaż nic nie wskazuje na to, by Europa miała zostać pozostawiona sama sobie z dnia na dzień, proces stopniowego ograniczania amerykańskiej obecności wojskowej w Europie już się rozpoczął i będzie rozłożony w czasie. Strategia zawiera jednak pewną ofertę dla Europejczyków: USA chcą wspierać państwa w budowaniu własnego bezpieczeństwa, dążąc do równowagi, w której europejska siła będzie równoważyć rosyjskie zagrożenie.
Co ważne, nasz region jest w strategii wymieniony w sposób szczególny, a jego wzmacnianie jest uznane za istotny element amerykańskiego bezpieczeństwa. Mimo to, paniczne reakcje na nową politykę USA nie są wskazane. Należy raczej z rozsądkiem przygotowywać się na ewentualne stopniowe zmniejszanie obecności amerykańskiej i większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, pamiętając, że strategiczny kierunek już został wyznaczony.
„Nic nie wskazuje na to, żeby Europa miała zostać sama. Na pewno nie stanie się to z dnia na dzień. Oczywiście, proces ograniczania amerykańskiej obecności w Europie już się właściwie rozpoczął. Natomiast będzie on rozłożony w czasie. W samej strategii jest pewna oferta pod adresem Europejczyków. Stany Zjednoczone będą chciały wesprzeć państwa europejskie w tym, by stanęły na własne nogi właśnie również w tym aspekcie bezpieczeństwa, bo tym, co interesuje Amerykanów, jest pewien stan równowagi: żeby rosyjskie zagrożenie było równoważone europejską siłą. Co więcej, w tej strategii nasz region jest wymieniony w sposób szczególny. Jego wzmacnianie jest wskazane jako coś istotnego z perspektywy amerykańskiej strategii i bezpieczeństwa. Zakładałbym więc raczej, że musimy się przygotować na stopniowe ograniczanie obecności amerykańskiej w Europie i się na tę ewentualność przygotowywać.”
„Na pewno nie jest ona najbardziej optymistyczna z europejskiej perspektywy. Myślę jednak, że nie ma też co popadać w przesadnie paniczne tony.”
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.