Strzały pod Białym Domem. Czy to akt terroru, który wstrząśnie Ameryką?

2025-11-27 7:56

Wstrząsające wydarzenia rozegrały się nieopodal Białego Domu, gdzie wieczorem 26 listopada doszło do brutalnego ataku i strzelaniny. Dwaj amerykańscy żołnierze Gwardii Narodowej, ciężko ranni, walczą o życie w szpitalu, co szef FBI Kashel Patel określił jako "haniebny czyn" i atak na funkcjonariuszy federalnych. Wiadomo już, kim był agresor, a cała sprawa wywołała burzliwą debatę.

Rozmyty widok rozległego placu z dominującą w tle sylwetką budynku z kopułą. Na pierwszym planie, po lewej stronie, widoczne są rozmyte światła samochodowe w kolorach niebieskim, czerwonym i żółto-pomarańczowym. Centralna część placu odbija jasne światło, tworząc długą, świetlistą smugę prowadzącą w głąb obrazu, w kierunku budynku. Niebo jest jasne z widocznym rozbłyskiem słońca w górnej części kadru.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Rozmyty widok rozległego placu z dominującą w tle sylwetką budynku z kopułą. Na pierwszym planie, po lewej stronie, widoczne są rozmyte światła samochodowe w kolorach niebieskim, czerwonym i żółto-pomarańczowym. Centralna część placu odbija jasne światło, tworząc długą, świetlistą smugę prowadzącą w głąb obrazu, w kierunku budynku. Niebo jest jasne z widocznym rozbłyskiem słońca w górnej części kadru.

Dramat pod nosem prezydenta

Spokojny wieczór w Waszyngtonie przerwał huk strzałów, zaledwie dwie przecznice od siedziby amerykańskiego prezydenta. W środę 26 listopada doszło do ataku, który momentalnie postawił na nogi służby federalne i sparaliżował stolicę. Dwóch żołnierzy Gwardii Narodowej, którzy od sierpnia patrolują miasto na mocy dekretu Donalda Trumpa, zostało poważnie rannych, a ich stan lekarze określają jako krytyczny, tocząc dramatyczną walkę o ich życie.

Początkowe doniesienia były mrożące krew w żyłach, sugerując, że obaj żołnierze zmarli. Na szczęście, gubernator stanu Wirginia Zachodnia szybko sprostował te informacje, wskazując na sprzeczne sygnały docierające do władz. Całe centrum miasta zostało zablokowane, budynki rządowe zamknięto w trybie natychmiastowym, a nad National Mall krążył śmigłowiec ratunkowy, co tylko potęgowało poczucie zagrożenia. Podejrzany o atak, również odniósł obrażenia i został niezwłocznie aresztowany przez federalnych agentów.

Reakcja Donalda Trumpa

Incydent wywołał natychmiastową i stanowczą reakcję ze strony prezydenta Donalda Trumpa, który bez wahania określił zdarzenie mianem "aktu terroru". Prezydent zapowiedział zdecydowane kroki mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa w kraju, a w specjalnym orędziu do narodu jasno zadeklarował, że sprawca poniesie surową karę. Nie omieszkał przy tym podkreślić, że całe zdarzenie jest dowodem na konieczność zaostrzenia polityki migracyjnej, co wzbudziło żywe dyskusje.

"Ten haniebny atak był aktem zła, aktem nienawiści i aktem terroru. To była zbrodnia przeciwko naszemu całemu krajowi. To była zbrodnia przeciwko ludzkości! Jako prezydent USA jestem zdeterminowany, by zapewnić, że osoba odpowiedzialna za tę zbrodnię otrzyma najsurowszą karę" - dodał prezydent.

Tajemnica tożsamości napastnika

Biały Dom szybko ujawnił tożsamość agresora. Okazał się nim 29-letni mężczyzna, Rahmanullah Lakanwal, który cztery lata wcześniej przybył do Stanów Zjednoczonych z Afganistanu. Co ciekawe, Lakanwal miał za sobą długą służbę w afgańskiej armii, walcząc ramię w ramię z amerykańskimi siłami specjalnymi przeciwko talibom w Kandaharze, co nadaje sprawie dodatkowej, złożonej warstwy.

Donald Trump, komentując ten fakt, nie szczędził krytyki wobec poprzedniej administracji, sugerując, że jej liberalna polityka migracyjna jest źródłem obecnych problemów. Prezydent wielokrotnie powtarzał, że wpuszczanie do kraju nieznanych i niesprawdzonych cudzoziemców stanowi ogromne ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego, a incydent pod Białym Domem jest tego bolesnym potwierdzeniem. Jego słowa zapowiadały gruntowne zmiany w podejściu do imigrantów.

"Poprzednia administracja wpuściła 20 milionów nieznanych i niesprawdzonych cudzoziemców z całego świata. Z miejsc, o których nawet nie chcecie wiedzieć. Żaden kraj nie może tolerować takiego ryzyka dla przetrwania" - ocenił prezydent.

Polityka migracyjna pod lupą

W kolejnym wystąpieniu Donald Trump posunął się o krok dalej, zapowiadając szczegółowe kontrole wszystkich Afgańczyków, którzy wjechali do USA w 2021 roku. To działanie bezpośrednio uderza w program "Allies Welcome", realizowany za kadencji Joego Bidena, którego celem było przesiedlenie osób współpracujących z rządem Stanów Zjednoczonych po wycofaniu wojsk z Afganistanu. Prezydent wyraził opinię, że osoby, które "nie kochają Ameryki", powinny zostać natychmiast wydalone z kraju, co z pewnością wywoła szerokie kontrowersje.

Trump podkreślił konieczność ponownego zbadania każdego cudzoziemca, który przekroczył granice USA z Afganistanu za poprzedniej administracji. Jego zdaniem, jest to absolutnie niezbędne, aby zapewnić wydalenie każdego, kto nie jest obywatelem ani nie przynosi korzyści krajowi. To radykalne podejście sygnalizuje potencjalną zmianę kursu w polityce imigracyjnej, która może mieć daleko idące konsekwencje dla tysięcy osób, a także dla międzynarodowego wizerunku Stanów Zjednoczonych, stawiając pod znakiem zapytania wcześniejsze zobowiązania.

"Musimy teraz ponownie zbadać każdego cudzoziemca, który wjechał do naszego kraju z Afganistanu za kadencji Bidena, i musimy podjąć wszelkie niezbędne środki, aby zapewnić wydalenie z każdego kraju każdego cudzoziemca, który nie jest jego obywatelem lub nie przynosi korzyści naszemu krajowi" - przekonywał Trump.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.