Strzelanina przy Białym Domu. Kto naprawdę stoi za brutalnym atakiem?

2025-11-27 8:16

Wieczorem 26 listopada Waszyngtonem wstrząsnęła wiadomość o brutalnej strzelaninie nieopodal Białego Domu. Dwóch amerykańskich żołnierzy, pełniących służbę patrolową, zostało ciężko rannych i walczy o życie w szpitalu. Incydent, zakwalifikowany przez szefa FBI Kashela Patela jako „haniebny czyn” i atak na funkcjonariusza federalnego, rzuca cień na bezpieczeństwo stolicy. Wiadomo już, kim jest agresor, co wywołuje falę komentarzy i obaw.

Wąski korytarz rozciąga się w głąb obrazu, stopniowo stając się jaśniejszy ku oddali. Ściany po obu stronach są ciemne i proste, przechodząc w jaśniejsze odcienie szarości w kierunku centrum kadru. Na suficie widać rzędy drobnych świateł i okrągłych otworów, a także dwie małe, ciemne kamery monitoringu. W tle, gdzie korytarz się otwiera, na lewej ścianie widoczne jest przeszklona balustrada, za którą znajduje się kolejna, wyższa kondygnacja z oknami. Pionowe pasma światła, padające z niewidocznego źródła, rozświetlają prawą ścianę oraz fragment podłogi w dalszej części korytarza, tworząc dynamiczne cienie. Podłoga wykonana jest z ciemnych, prostokątnych płytek, które odbijają światło, tworząc refleksy.

i

Autor: Redakcja Informacyjna AI/ Wygenerowane przez AI Wąski korytarz rozciąga się w głąb obrazu, stopniowo stając się jaśniejszy ku oddali. Ściany po obu stronach są ciemne i proste, przechodząc w jaśniejsze odcienie szarości w kierunku centrum kadru. Na suficie widać rzędy drobnych świateł i okrągłych otworów, a także dwie małe, ciemne kamery monitoringu. W tle, gdzie korytarz się otwiera, na lewej ścianie widoczne jest przeszklona balustrada, za którą znajduje się kolejna, wyższa kondygnacja z oknami. Pionowe pasma światła, padające z niewidocznego źródła, rozświetlają prawą ścianę oraz fragment podłogi w dalszej części korytarza, tworząc dynamiczne cienie. Podłoga wykonana jest z ciemnych, prostokątnych płytek, które odbijają światło, tworząc refleksy.

Waszyngton zadrżał ponownie

Jednostki Gwardii Narodowej, stacjonujące w Waszyngtonie od sierpnia na polecenie ówczesnego prezydenta Donalda Trumpa, miały zapewnić bezpieczeństwo w ramach walki z przestępczością. Nikt nie spodziewał się jednak, że w cieniu Białego Domu rozegra się dramat. Zaledwie dwie przecznice od prezydenckiej rezydencji padły strzały, które dosięgły dwóch amerykańskich żołnierzy. Mężczyźni, pełniący służbę patrolową, trafili do szpitala w stanie krytycznym, co natychmiast wywołało falę paniki w stolicy.

Początkowe doniesienia były mrożące krew w żyłach, mówiono nawet o ofiarach śmiertelnych, jednak te informacje szybko zdementowano. Gubernator stanu Wirginia Zachodnia musiał się wycofać ze swoich oświadczeń, co świadczyło o chaosie informacyjnym i skali zdarzenia. Całe centrum rządowe zostało zamknięte, a nad National Mall pojawił się śmigłowiec ratunkowy, co tylko potęgowało poczucie zagrożenia. Podejrzany o atak również został ranny i aresztowany, ale jego tożsamość długo pozostawała w cieniu spekulacji, podsycając niepokój.

Trump o akcie terroru

Incydent sprowokował natychmiastową reakcję Donalda Trumpa, który bez wahania nazwał zdarzenie „aktem terroru”. Prezydent zapowiedział zdecydowane kroki w celu zwiększenia bezpieczeństwa, co wielu obserwatorów uznało za kolejny argument w jego retoryce politycznej. W specjalnym orędziu do narodu Trump podkreślił, że sprawca zostanie surowo ukarany, a cały incydent stanowi niezbity dowód na konieczność zaostrzenia polityki migracyjnej. To stanowisko od razu wzbudziło polityczne dyskusje i kontrowersje, dzieląc opinię publiczną.

Wypowiedź prezydenta, pełna mocnych słów, jasno określała kierunek działań administracji w obliczu rosnącego poczucia zagrożenia. Prezydent nie szczędził mocnych sformułowań, potępiając sprawcę i jego motywy. Jego deklaracja nie pozostawiła wątpliwości co do powagi sytuacji i przyszłych konsekwencji prawnych dla napastnika, który zdaniem Trumpa dopuścił się zbrodni przeciwko całemu krajowi.

"Ten haniebny atak był aktem zła, aktem nienawiści i aktem terroru. To była zbrodnia przeciwko naszemu całemu krajowi. To była zbrodnia przeciwko ludzkości! Jako prezydent USA jestem zdeterminowany, by zapewnić, że osoba odpowiedzialna za tę zbrodnię otrzyma najsurowszą karę" - dodał.

Tożsamość sprawcy ujawniona

Długo wyczekiwana informacja o tożsamości napastnika w końcu ujrzała światło dzienne, wzbudzając jeszcze większe kontrowersje. Według danych przekazanych przez Biały Dom, sprawcą okazał się 29-letni Rahmanullah Lakanwal, który zaledwie cztery lata wcześniej przybył do Stanów Zjednoczonych z Afganistanu. Jego przeszłość budzi pytania, bowiem mężczyzna miał służyć w afgańskiej armii przez ponad dekadę, rzekomo walcząc ramię w ramię z amerykańskimi siłami specjalnymi przeciwko talibom w Kandaharze.

Ten zaskakujący szczegół z życiorysu napastnika natychmiast stał się paliwem dla politycznej debaty i teorii spiskowych, podważając zaufanie do procesów weryfikacji. Jak to możliwe, że osoba z takim doświadczeniem, która miała walczyć po stronie USA, dopuszcza się tak brutalnego ataku w samym sercu Ameryki? Pytania te pozostają bez odpowiedzi, a fakt, że pochodzenie sprawcy zostało szybko powiązane z szerszą polityką migracyjną, tylko zaognił dyskusję publiczną i medialną.

Imigracja pod lupą

Donald Trump wykorzystał sytuację, by ponownie uderzyć w politykę imigracyjną poprzednich administracji, twierdząc, że dopuściły one do kraju „20 milionów nieznanych i niesprawdzonych cudzoziemców”. W jego retoryce pobrzmiewała nuta ostrzeżenia przed zagrożeniami wynikającymi z niekontrolowanej imigracji. Prezydent otwarcie stwierdził, że żaden kraj nie jest w stanie tolerować takiego ryzyka dla swojego przetrwania, co stanowiło bezpośredni atak na liberalne podejście do kwestii migracji.

Dalej idąc, Trump zaapelował o wydalenie z kraju wszystkich, którzy „nie kochają Ameryki”, co wywołało burzę medialną i podzieliło społeczeństwo. W jego ocenie, to właśnie taka polityka jest źródłem problemów z bezpieczeństwem wewnętrznym. Zapowiedział również szczegółowe kontrole wszystkich Afgańczyków, którzy przybyli do USA w 2021 roku w ramach operacji „Allies Welcome” realizowanej za czasów rządów Joego Bidena. Program ten, mający na celu pomoc współpracownikom USA, nagle znalazł się w ogniu zaciekłej krytyki, podważając jego celowość.

"Poprzednia administracja wpuściła 20 milionów nieznanych i niesprawdzonych cudzoziemców z całego świata. Z miejsc, o których nawet nie chcecie wiedzieć. Żaden kraj nie może tolerować takiego ryzyka dla przetrwania" - ocenił prezydent.

Czy będzie wydalenie z kraju?

Prezydent Trump wyraźnie zaznaczył, że program „Allies Welcome” musi zostać poddany gruntownej rewizji, a jego uczestnicy ponownie sprawdzeni wnikliwiej. Było to jasne nawiązanie do obaw, że wśród beneficjentów programu mogli znaleźć się ludzie zagrażający bezpieczeństwu narodowemu Stanów Zjednoczonych. Wystąpienie to pokazało, że strzelanina przy Białym Domu stanie się pretekstem do zaostrzenia kursu w polityce imigracyjnej, zwłaszcza w kontekście osób pochodzących z Afganistanu, co może mieć dalekosiężne konsekwencje.

Ostatnie słowa prezydenta wybrzmiały jako ostrzeżenie i zapowiedź nadchodzących zmian, które mogą wpłynąć na tysiące osób. Trump nie pozostawił wątpliwości co do przyszłych działań swojej administracji. To twarde stanowisko sugeruje, że Waszyngton przygotowuje się na bezprecedensowe działania w zakresie deportacji i kontroli granic, co z pewnością wywoła międzynarodową debatę i wzbudzi wiele kontrowersji.

"Musimy teraz ponownie zbadać każdego cudzoziemca, który wjechał do naszego kraju z Afganistanu za kadencji Bidena, i musimy podjąć wszelkie niezbędne środki, aby zapewnić wydalenie z każdego kraju każdego cudzoziemca, który nie jest jego obywatelem lub nie przynosi korzyści naszemu krajowi" - przekonywał.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.