Tragiczny pożar w sylwestra. Jaka była prawdziwa skala dramatu w Crans-Montana?

2026-01-02 12:39

W luksusowym kurorcie narciarskim Crans-Montana w Szwajcarii doszło do pożaru w barze La Constellation w sylwestrową noc, który pochłonął życie 47 osób i ranił 115 kolejnych. Tragedia wywołała szok i niedowierzanie. Dostępne nagrania wideo oraz relacje świadków ujawniają pierwsze chwile dramatu, w tym brak świadomości powagi sytuacji u wielu uczestników imprezy.

Długi korytarz, oświetlony ciepłym, żółto-pomarańczowym światłem, rozciąga się w głąb obrazu. Ściany i sufit mają nieregularne, geometryczne kształty, tworząc abstrakcyjną przestrzeń. Światło staje się jaśniejsze w miarę oddalania się w głąb korytarza, a podłoga ma błyszczącą, odbijającą światło powierzchnię. Po prawej i lewej stronie widoczne są ciemniejsze obszary, co potęguje wrażenie głębi i perspektywy.

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Długi korytarz, oświetlony ciepłym, żółto-pomarańczowym światłem, rozciąga się w głąb obrazu. Ściany i sufit mają nieregularne, geometryczne kształty, tworząc abstrakcyjną przestrzeń. Światło staje się jaśniejsze w miarę oddalania się w głąb korytarza, a podłoga ma błyszczącą, odbijającą światło powierzchnię. Po prawej i lewej stronie widoczne są ciemniejsze obszary, co potęguje wrażenie głębi i perspektywy.

Pożar w barze La Constellation

W szwajcarskim kurorcie narciarskim Crans-Montana doszło do tragicznego pożaru w sylwestrową noc, w barze La Constellation. W wyniku zdarzenia śmierć poniosło 47 osób, a 115 zostało rannych. Ogień wybuchł na suficie lokalu, szybko rozprzestrzeniając się po pomieszczeniu.

Świadkowie zdarzenia opisywali dramatyczne sceny rozgrywające się przed płonącym budynkiem. Wielu z nich podkreślało, jak trudno było uwierzyć w rozmiar tragedii, która wydarzyła się w tak prestiżowej lokalizacji. Nagrania z wnętrza baru, które trafiły do sieci, ukazały początkowy chaos i niezrozumienie sytuacji przez bawiących się.

"Widziałem płonących ludzi… Widziałem ludzi płonących od stóp do głów, bez ubrań… To było szokujące. Chodziłem do tego baru codziennie przez cały tydzień – w dniu, w którym nie poszedłem, spłonął".

Mrożące krew w żyłach relacje

19-letni Oscar, świadek wydarzeń, opowiedział w rozmowie ze Sky News o tym, co zobaczył przed barem. Jego relacja podkreślała przerażający widok płonących ludzi. Zauważył, że niektórych ofiar twarze były doszczętnie spalone, co świadczyło o ogromnej intensywności ognia.

Inni świadkowie mówili o próbach wybicia szyb krzesłami, które okazały się bezskuteczne. Adrenalina prawdopodobnie maskowała ból u poparzonych, którzy zadawali pytania o stan swoich obrażeń. Całe zdarzenie miało miejsce w luksusowym kurorcie, co dodatkowo potęgowało szok i niedowierzanie.

"Twarze niektórych osób były całkowicie spalone, jakby całkowicie zniknęły. Ludzie pytali mnie: «Czy jestem poparzony? Czy moja twarz jest poparzona?» Myślę, że adrenalina musiała sprawić, że nic nie czuli, bo byli kompletnie spaleni i nic nie czuli".

Początkowy brak świadomości zagrożenia

Kobiety Emma i Albane, które przeżyły pożar, opowiedziały francuskiemu kanałowi BFM o pierwszych chwilach tragedii. Ich relacje są zbieżne z tym, co zarejestrowały nagrania wideo. Początkowo wiele osób nie zdawało sobie sprawy z powagi sytuacji, nagrywając płonący sufit telefonami lub kontynuując zabawę na swoich miejscach.

Sufit w barze, wykonany z drewna, stanął w płomieniach w ciągu kilku sekund, co umożliwiło bardzo szybkie rozprzestrzenianie się ognia. Dopiero później, gdy płomienie zaczęły buchać z okien, skala zagrożenia stała się widoczna dla wszystkich. Ktoś próbował gasić ogień szmatą, jednak bezskutecznie.

"W ciągu kilku sekund cały sufit stanął w płomieniach. Wszystko było drewniane, ​​płomienie zaczęły bardzo szybko się rozprzestrzeniać".

Przyczyny pożaru i utrudniona ewakuacja

Według relacji Emmy i Albane, pożar zapoczątkowały świeczki umieszczone w butelkach po szampanie. Jeden z kelnerów, siedząc koledze na ramionach z taką butelką, miał dotknąć sufitem, co doprowadziło do zapłonu. Nagrania pokazywały również imprezowiczów trzymających w rękach sztuczne ognie.

Ewakuacja z podziemnej części klubu była niezwykle utrudniona. Bardzo wąskie schody stanowiły jedyną drogę ucieczki dla około dwustu osób, które próbowały wydostać się na zewnątrz w zaledwie 30 sekund. Pytania dotyczące standardów bezpieczeństwa i odpowiedzialności za dopuszczenie do tak nieodpowiedzialnego obchodzenia się z ogniem pozostają otwarte.

"200 osób próbowało wydostać się w ciągu 30 sekund po bardzo wąskich schodach".

Kto odpowie za tragedię?

Portal Daily Mail podał, że właścicielami klubu La Constellation jest para Francuzów pochodzących z Korsyki. W momencie wybuchu pożaru mężczyzny nie było w lokalu, natomiast jego żona była obecna i doznała poparzeń ręki. Dochodzenie ma wyjaśnić, jakie były faktyczne okoliczności zapłonu i rozprzestrzeniania się ognia.

Właściciele klubu prawdopodobnie będą musieli odpowiedzieć na szereg trudnych pytań dotyczących bezpieczeństwa w lokalu, procedur ewakuacyjnych oraz zezwolenia na używanie otwartego ognia podczas imprezy masowej. Tragedia w Crans-Montana stała się przedmiotem szczegółowego śledztwa.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.