Spis treści
Plan Trumpa: Bomba z opóźnionym zapłonem?
Od kilku dni media za oceanem donoszą o tajemniczym dokumencie, który ma być kluczem do zakończenia konfliktu w Ukrainie. Mowa o tzw. planie pokojowym administracji Donalda Trumpa, negocjowanym rzekomo z Moskwą. Chociaż przedstawiciele byłego prezydenta USA nazywają go wstępnym, trudno jest zakładać, że ostateczna wersja przyniesie Kijowowi korzystniejsze warunki.
Istotą problemu jest fakt, że proponowane rozwiązania de facto spełniają kluczowe żądania Kremla, dając Putinowi maksymalne korzyści bez realnej presji. Wśród tych kontrowersyjnych punktów wymienia się oddanie Rosji całego Donbasu – regionu, którego Kreml nigdy w pełni nie okupował – a także nałożenie drastycznych ograniczeń na armię ukraińską i definitywną blokadę jej wejścia do NATO.
"Kiedy bowiem przychodzisz do Putina z propozycjami, które dają mu w zasadzie maksimum tego, co dziś jest w stanie osiągnąć – a nawet więcej – nie pozostawiasz już miejsca na negocjacje i nie masz już pola do wywierania presji na Rosję."
Donbas: Ukraińskie linie obrony zagrożone
Dla wielu oddanie Rosji pozostałej części Donbasu może wydawać się jedynie kosmetyczną korektą granic, zważywszy na to, że Kreml kontroluje już niemal 90 procent tego obszaru. Jednakże, rzeczywistość strategiczna wygląda zupełnie inaczej, a eksperci wielokrotnie podkreślali, że to właśnie na terenach kontrolowanych przez Kijów rozciągają się kluczowe ukraińskie linie obronne.
Te umocnienia, budowane sukcesywnie od 2014 roku, stanowią solidną zaporę przed rosyjską agresją. To dzięki nim, pomimo zmasowanych ataków i ogromnych sił rzuconych przez Putina, Rosji nie udało się dotąd zająć całości regionu. Ich utrata otworzyłaby Rosjanom prostą drogę do serca Ukrainy, gdyby zechcieli wznowić wojnę w przyszłości.
Wojna Putina: Czy tylko o terytorium chodzi?
Pytanie, dlaczego Putin miałby wznowić konflikt po rzekomym "pokoju", ma proste, choć zatrważające wyjaśnienie: dla Kremla wojna przeciw Ukrainie nigdy nie była jedynie sporem o granice czy terytorium. Jest to wojna egzystencjalna, wymierzona w samą ideę Ukrainy jako suwerennego państwa i Ukraińców jako narodu.
Nawet jeśli Rosja zyskałaby zrujnowane obszary Donbasu i kontrolowałaby około 20 procent przedwojennego terytorium, to nie zaspokoi imperialistycznych ambicji Władimira Putina. Samo istnienie Ukrainy, nawet w okrojonej formie, pozostaje dla niego nieakceptowalne, co wskazuje na długoterminowe zagrożenie.
"To, że w wyniku zakładanego porozumienia miałby zyskać obszary zrujnowanego przez wojnę Donbasu, wcale go nie zadowala. Tak samo jak to, że dziś kontroluje ok. 20 proc. terytorium przedwojennej Ukrainy. Dla niego samo istnienie tego państwa, nawet w okrojonej terytorialnie formie, jest po prostu nie do przyjęcia."
"Kiedy tylko nadarzy się okazja, wznowi swoją politykę podboju i próby anihilacji Ukrainy."
Czy plan Trumpa prowokuje nową wojnę?
Obecnie Rosja nie dysponuje pełnymi siłami, aby dokończyć swoje plany z lutego 2022 roku, ale jej państwo pozostaje w fazie agresywnego imperializmu. Scenariusz, w którym Ukraina oddaje resztę Donbasu wraz z kluczowymi liniami obrony, akceptuje ograniczenia dla swojej armii oraz rezygnuje z marzeń o NATO, stworzyłby dogodne warunki dla Putina.
Po odbudowaniu swoich nadwątlonych wojną zasobów, Rosja mogłaby ruszyć znowu, mając otwartą drogę do środkowej Ukrainy. Plan Trumpa jawi się więc nie jako rozwiązanie problemu rosyjskiego imperializmu, lecz jako jego niebezpieczne pogłębienie, prowadzące do destabilizacji całego regionu.
Gwarancje bezpieczeństwa: Iluzja dla Ukrainy
Wśród propozycji planu pokojowego Trumpa znajdują się gwarancje bezpieczeństwa, które miałyby przypominać słynny art. 5 traktatu północnoatlantyckiego, umożliwiający zbrojną interwencję w przypadku agresji. Jednakże, ich realna wartość wydaje się być znikoma, przypominając raczej obietnice pisane patykiem na wodzie niż wiążące zobowiązania.
Nawet w ramach NATO nie ma absolutnej pewności co do natychmiastowej, kolektywnej reakcji wszystkich członków na atak, a co dopiero w przypadku państwa, które formalnie nie jest częścią żadnego zachodniego sojuszu wojskowego. Ukraina, niestety, ma już gorzkie doświadczenia z podobnymi porozumieniami, takimi jak Memorandum Budapeszteńskie z 1994 roku, które okazało się bezwartościowe w obliczu aneksji Krymu i inwazji na Donbas w 2014 roku.
"To jednak gwarancje pisane patykiem na wodzie."
"Kto będzie na zachodnich rubieżach Europy chciał umierać za Ukrainę?"
Porządek międzynarodowy na rozdrożu?
Amerykański plan pokojowy, w formie, w jakiej został przedstawiony, grozi nie tylko katastrofą dla Ukrainy, ale także dla bezpieczeństwa całej naszej części Europy. Stanowi on milowy krok w kierunku całkowitego wywrócenia pozimnowojennego porządku światowego, którego fundamentami były suwerenność państw, nienaruszalność granic i prawo międzynarodowe.
Zasadniczo, plan Trumpa zdaje się uznawać prawo do zmieniania granic siłą i dyktowania słabszym państwom ich polityki zagranicznej oraz wyboru sojuszy. To niebezpieczny precedens nie tylko dla Rosji, która otrzymuje zielone światło dla dalszych agresywnych działań, ale także dla innych potęg, takich jak Chiny, które mogą zechcieć zaatakować Tajwan, widząc bezkarność Kremla.
"bliska zagranica” – kraje bałtyckie czy Polska są jego strefą wpływu, po który musi tylko sięgnąć."
Konsekwencje dla Polski i Europy
Jeśli administracja Trumpa faktycznie wymusi na prezydencie Zełenskim przyjęcie „planu pokojowego”, który nagradza Putina i obsypuje go prezentami, o jakich mógł tylko marzyć, konsekwencje będą dalekosiężne. Pozwoli to na dalsze rozkwitanie rosyjskiego imperializmu, co jest fatalną wiadomością nie tylko dla Ukrainy, ale również dla Polski i szerzej pojętej Europy.
Podsumowując, ten rzekomy plan pokojowy to nie tylko zagrożenie dla przyszłości Ukrainy, ale przede wszystkim dla stabilności globalnej i bezpieczeństwa państw leżących na wschodniej flance NATO. Brak jednoznacznej reakcji i pobłażliwość wobec agresora wysyłają sygnał, że międzynarodowe normy mogą być bezkarnie łamane, co otwiera puszkę Pandory dla kolejnych konfliktów.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.