Spis treści
Trump żąda ujawnienia akt Epsteina
Prezydent USA Donald Trump niespodziewanie wystąpił z apelem do Republikanów w Izbie Reprezentantów, aby ci poparli całkowite ujawnienie akt dotyczących Jeffreya Epsteina, miliardera skazanego za przestępstwa seksualne. Ta wolta jest o tyle zaskakująca, że jeszcze do niedawna administracja Trumpa twardo naciskała na blokowanie ustawy w tej sprawie, co stawia pod znakiem zapytania wcześniejsze motywacje Białego Domu.
„Republikanie w Izbie Reprezentantów powinni zagłosować za ujawnieniem akt Epsteina, ponieważ nie mamy nic do ukrycia” – ogłosił Trump na swoim portalu Truth Social. W typowym dla siebie stylu ponownie zaatakował Demokratów, oskarżając ich o „szwindel” i próbę odwrócenia uwagi od rzekomych sukcesów Republikanów. Zasugerował również, że część jego partyjnych kolegów jest „wykorzystywana” przez politycznych przeciwników, choć jednocześnie podkreślił prawo Izby do pełnego dostępu do dokumentów.
Dlaczego Trump zmienił zdanie w sprawie akt?
Jeszcze do niedawna administracja Trumpa utrzymywała, że pełne ujawnienie akt Epsteina jest niemożliwe ze względów prawnych, co budziło wątpliwości wśród opinii publicznej. Jednakże, niezależnie od prezydenckich nacisków, czterech republikańskich kongresmenów złamało szeregi, podpisując petycję Demokratów, która wymusiła głosowanie nad ustawą. Głosowanie ma odbyć się w najbliższym tygodniu, a jego wynik wydaje się przesądzony – ustawa prawdopodobnie zyska poparcie, choć jej dalszy los w Senacie i konieczność podpisu prezydenta pozostają niepewne.
Trudno nie dostrzec w tym ruchu politycznej kalkulacji, która ma za zadanie zdjąć z Republikanów odium blokowania dostępu do prawdy. To również próba wyprzedzenia ruchów opozycji i przejęcia narracji wokół sprawy Epsteina. Donald Trump, znany z taktyki uprzedzania ataków, zdaje się dążyć do przekształcenia potencjalnej porażki w polityczne zwycięstwo, sugerując, że to właśnie Demokraci mają coś do ukrycia w tej mrocznej historii.
Ile dokumentów ujawniono dotychczas?
Dotąd resort sprawiedliwości ujawnił około 30 tysięcy stron dokumentów, jednakże znacząca ich część została poddana cenzurze, co wzbudzało kontrowersje i poczucie niedosytu. Sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana w obliczu nowego śledztwa, które Donald Trump nakazał wszcząć wobec Billa Clintona oraz innych Demokratów, którym zarzuca powiązania z Epsteinem. W związku z tym, Departament Sprawiedliwości może odmówić publikacji dokumentów objętych bieżącym dochodzeniem, co daje pole do dalszych manewrów i potencjalnego „zamrażania” niewygodnych informacji.
To, co miało być transparentnym aktem, staje się zatem polem do dalszych potyczek politycznych, gdzie każda ujawniona strona może być wykorzystana jako broń. Cenzura w ujawnionych dokumentach Epsteina i perspektywa nowych dochodzeń, prowadzonych z inicjatywy Trumpa, każą zastanowić się, czy kiedykolwiek poznamy pełną prawdę. Gra o wpływy i narrację jest tu równie ważna jak samo poszukiwanie sprawiedliwości w sprawie miliardera.
Trump a Marjorie Taylor Greene. Co się stało?
Zmiana stanowiska prezydenta wywołała również widoczne napięcia wewnątrz jego własnego obozu politycznego. Trump popadł w ostry konflikt z jedną ze swoich dotychczasowych, najgorliwszych sojuszniczek – kongresmenką Marjorie Taylor Greene. Prezydent publicznie wycofał wobec niej poparcie, określając ją mianem „zdrajczyni”, co jest sygnałem o braku tolerancji dla sprzeciwu, nawet wśród najbliższych współpracowników. Greene natomiast, w rozmowie z CNN, ujawniła, że po atakach ze strony Trumpa zaczęła otrzymywać pogróżki, co świadczy o brutalności politycznych rozgrywek w USA.
Zdarzenie to doskonale ilustruje, jak Donald Trump traktuje lojalność w swoim otoczeniu i jak szybko potrafi odwrócić się od tych, którzy nie podążają ślepo za jego linią. To sygnał dla innych polityków, że w jego orbicie nie ma miejsca na niezależne poglądy czy krytykę. Konflikt z Marjorie Taylor Greene pokazał brutalne oblicze wewnętrznych walk i konsekwencje bycia w niełasce byłego prezydenta. Arogancja, z jaką Trump podchodzi do obaw o bezpieczeństwo kongresmenki, jest tu równie wymowna, co samo oskarżenie o zdradę.
„Nie sądzę, by jej życie było zagrożone. Szczerze mówiąc, nie sądzę, by ona kogokolwiek obchodziła” – stwierdził Trump, pytany o słowa Greene na lotnisku na Florydzie.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.