Spis treści
Zima jako brutalna broń
Na Ukrainie ponownie trwa krytyczna sytuacja związana z paraliżem dostaw energii i ogrzewania, a najtrudniejsze warunki panują obecnie w Kijowie. Mer Witalij Kliczko potwierdza, że 244 budynki, głównie w dzielnicy Trojeszczyna na lewym brzegu Dniepru, pozostają bez ciepła, w niemal połowie z nich system grzewczy nie działa już od 9 stycznia. Ten zimowy maraton bez ogrzewania staje się nie tylko problemem logistycznym, ale i symbolem bezwzględnej taktyki wojennej.
Dramat mieszkańców potęgują wszechobecne przerwy w dostawie prądu w całym kraju – obok planowanych wyłączeń występują awarie spowodowane rosyjskimi atakami na infrastrukturę energetyczną. Co więcej, tzw. „energetyczne zawieszenie broni”, które Kreml w teatralnym geście przedstawiał jako „gest dobrej woli na prośbę Trumpa”, trwało zaledwie trzy dni. Rosyjskie uderzenia dotknęły odbiorców w obwodach charkowskim, sumskim, dniepropietrowskim i czerkaskim, a najbardziej tragiczny bilans przyniósł atak w obwodzie dniepropietrowskim, gdzie w wyniku celowego trafienia w autobus przewożący górników zginęło 16 osób.
"Nie mam wyboru - już się do tego przyzwyczaiłam, trzeba sobie jakoś radzić. Niestety do złego też można się przyzwyczaić" - mówi w rozmowie z nami 21-letnia Daria, mieszkanka Odessy.
Życie w cieniu permanentnego chłodu
Sytuację drastycznie pogarszają ekstremalne mrozy, które zdają się nie odpuszczać. Tej nocy w Kijowie temperatura spadła do ponad -20°C, podobne odczyty odnotowano na północy i zachodzie kraju, a w samym obwodzie kijowskim prognozuje się spadki nawet do -35°C. Na południu, w okolicach Odessy, dodatkowo szaleją śnieżyce, co jeszcze bardziej komplikuje sprawę. Obecnie ponad 160 miejscowości pozostaje całkowicie bez prądu, a życie codzienne staje się walką o każdy stopień ciepła.
Mieszkańcy, tacy jak Daria z Odessy, przyzwyczajają się do życia w ciągłej niepewności. Kobieta podkreśla, że nie da się przewidzieć, jak będzie wyglądała sytuacja, co zmusza do przygotowania zapasów wody, kasz i leków. Wielu, podobnie jak Daria, korzysta z turystycznych kuchenek gazowych i świec, a balkon staje się improwizowaną lodówką. To wszystko świadczy o tym, że dla wielu Ukraińców przetrwanie to codzienna inwencja i adaptacja do warunków rodem z powieści postapokaliptycznych.
Ratunek w kuchniach polowych?
Choć ekipy energetyczne pracują całodobowo, ogrom zniszczeń, będący pokłosiem nieustannych ataków, uniemożliwia natychmiastowe przywrócenie dostaw w całym mieście. Władze Kijowa apelują do mieszkańców, aby w miarę możliwości opuścili stolicę lub przygotowali zapasy żywności i najpotrzebniejszych artykułów. W mieście uruchomiono ponad 1400 punktów ogrzewania, a niektóre supermarkety i placówki pocztowe pracują całodobowo dzięki generatorom, ale to doraźne rozwiązania, które nie eliminują problemu.
Nawet dostęp do sklepów nie rozwiązuje głównego problemu: bez prądu i gazu nie da się przygotować ani bezpiecznie przechowywać jedzenia. W wielu przypadkach ostatnią deską ratunku są kuchnie namiotowe, wydające gorące posiłki. Codziennie do 56 punktów prowadzonych przez Państwową Służbę Sytuacji Nadzwyczajnych, MSW i World Central Kitchen zgłasza się co najmniej tysiąc osób, co jest świadectwem skali desperacji i walki o podstawowe potrzeby.
"A co to za jedzenie, jeśli nie ma światła, nie ma nic, co można by ugotować? Chodzimy z jedną latarką, to wszystko, co mamy. Ale przynajmniej raz dziennie możemy coś zjeść" - mówi w rozmowie z BBC pani Olena.
Walka o każdy stopień ciepła
Wśród tych, którzy szukają pomocy, jest pani Natalia z dwójką dzieci. Obecny stan ich mieszkania niemal nie pozwala na przygotowywanie posiłków, a zakup gotowych dań przekracza możliwości finansowe rodziny. „Gdyby nie ta pomoc, musielibyśmy gotować na dworze na drewnie” – przyznaje kobieta, ukazując realia życia na jedną pensję w obliczu zimowej katastrofy. To świadectwo, jak wojna w połączeniu z pogodą cofnęła część kraju do epoki sprzed wynalezienia centralnego ogrzewania.
Równie dramatyczny los dotyka osoby starsze i samotne. Emerytka Diana z Kijowa, która przeżyła rosyjski ostrzał, ma mieszkanie pozbawione okien – zamiast szyb ma jedynie folię i sklejkę, które nie stanowią żadnej bariery dla mrozu. „Jak zimno w nocy! Przenika do kości. Trzeba ubrać kilka kurtek i koce, żeby w miarę przetrwać” – opowiada. Kobieta sypia w korytarzu na krześle, bo to jedyne miejsce oddalone od nieszczelnych okien. Mimo możliwości ewakuacji do ogrzewanych ośrodków, wielu seniorów odmawia opuszczenia własnych domów, próbując właśnie tam przetrwać tę bezlitosną zimę, co jest świadectwem niezwykłej determinacji, ale i tragicznego wyboru.
„Jak zimno w nocy! Przenika do kości. Trzeba ubrać kilka kurtek i koce, żeby w miarę przetrwać” - opowiada emerytka Diana z Kijowa.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.